Blog Romualda Szeremietiewa

Wpis

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Coraz więcej wodzów - „profesjonalnych”(1)

„Dowodzenie wielką armią opiera się na takich samych zasadach jak dowodzenie kilkoma ludźmi, sprowadza się właściwie do problemu jak podzielić i uporządkować swe siły.” Sun Tzu, "Sztuka wojny"

Minister obrony narodowej udzielił wywiadu (26.12) zapowiadając istotne zmiany w systemie dowodzenia siłami zbrojnymi RP. Mówi: „Wszystkie funkcje w wojsku muszą być od siebie precyzyjnie oddzielone; dotychczasowy model tego nie gwarantował.” Zapowiada, że po zmianach w siłach zbrojnych RP za planowanie będzie odpowiadał Sztab Generalny WP, za dowodzenie Dowództwo Operacyjne, a za logistykę Inspektorat Wsparcia. Nad nimi „te wszystkie funkcje będzie spinał” Szef Obrony - najwyższy dowódca WP „z niewielkim sekretariatem” – jak podkreśla Minister. Szef SG WP straci swą pozycję „pierwszego żołnierza” i będzie tylko zastępcą Szefa Obrony. To trochę zaskakująca sytuacja.

Dokładnie rok temu bowiem minister Klich wzmacniał szefa SG podporządkowując mu dowódców rodzajów sił zbrojnych podlegających bezpośrednio ministrowi ON. Wtedy Klich wyjaśniał posłom, że „Konstytucja polska nie przesądza wprost o tym, jaka jest wzajemna zależność pomiędzy Szefem Sztabu Generalnego, a dowódcami rodzajów Sił Zbrojnych oraz innymi szefami jednostek organizacyjnych Sił Zbrojnych. Postanowiłem wyposażyć szefa Sztabu Generalnego w narzędzia, tak by mógł wydawać polecenia także innym dowódcom wojskowym.” Miało to wg Klicha "usprawnić proces podejmowania decyzji i wprowadzić niezbędną zasadę przejrzystości."

Należy sądzić, że zmiana z 2007 r. nie usprawniła procesów decyzyjnych skoro teraz minister postępuje na odwrót, osłabia pozycję szefa SG. (Z powodu ubiegłorocznej decyzji ze stanowiska odszedł zwolennik przekształcenia SG WP w organ planistyczny wiceminister Koziej. Czy teraz gen. Koziej wróci do MON?)

Co jednak szef MON zrobi z Konstytucją która tym razem coś „przesądza”. Minister obrony zapowiada utworzenia najwyższego stanowiska dowódczego, którego w Konstytucji nie ma! Art. 134 Konstytucji RP dotyczący zwierzchnictwa głowy państwa nad siłami zbrojnymi mówi, że prezydent mianuje szefa SG, który wg ustawy o powszechnym obowiązku obrony „jest najwyższym pod względem pełnionej funkcji żołnierzem w czynnej służbie wojskowej” (art. 7 p. 2. ustawy). Ustawę Sejm może zmienić, ale czy to oznacza, że prezydent zachowując prawo mianowania szefa SG WP nie będzie tym samym powoływał najwyższego dowódcy wojskowego i czy ta zmiana ustawy będzie zgodna z Konstytucją? Wreszcie kto i w jakim trybie będzie powoływał Szefa Obrony – minister, premier?

Innym oryginalnym pomysłem jest stworzenie „kolegium” dowódców rodzajów sił zbrojnych by zintegrować” ich działania.  A będą się oni „integrować” po dyslokowaniu do Wrocławia - dowódca Wojsk Lądowych, Poznania - Sił Powietrznych, Gdyni - Marynarki Wojennej i Krakowa - Wojsk Specjalnych. Przeprowadzający wywiad dziennikarz zauważa przytomnie, że „po dyslokacji dowództw większość kadry będzie zajmowała się głównie dojeżdżaniem do Warszawy na narady i odprawy.” Min. Klich nie podziela tych obaw bowiem szef kolegium będzie w Warszawie, czyli tylko on będzie dojeżdżał - co roku szefem będzie dowódca innego rodzaju sił zbrojnych. A ponadto „są nowoczesne środki łączności pozwalają na prowadzenie telekonferencji oraz wideokonferencji”. Nie zapytano Ministra na ile te środki są stosowane w praktyce narad MON.

Zastanawia jednak skąd pomysł na utworzenie takiego kolegialnego zespołu? W historii polskiego wojska nie było „kolegiów” najwyższych dowódców. Instytucja taka występuje w krajach anglosaskich (Wielka Brytania, USA). Nie ma jej w krajach kontynentalnej Europy, gdzie istniały zawsze jednolite ośrodki dowodzenia wojskiem.

Dowodzenie i kierowanie siłami zbrojnymi musi być maksymalnie sprawne. Także współcześnie, gdy powstała konieczność realizacji tzw. operacji połączonych na „sieciocentrycznym” polu walki. Przypomnijmy, że jednym z elementów amerykańskiej Revolution in Military Affairs, (rewolucji w sprawach wojskowych) jest doktryna Network Centric Warfare (sieciocentrycznej wojny) opracowana przez wiceadmirała o swojsko brzmiącym nazwisku Cebrowski. Dzięki niej wojsko ma być lepiej dostosowane do wyzwań współczesnej wojny. Dysponujący aktualną i pełną informacją żołnierze, cały czas połączeni komputerową siecią obejmującą zarówno pojedynczego szeregowca jak i najwyższego dowódcę, mogą swe działania synchronizować i samoorganizować dla skutecznego zwalczania siły wroga. Doktryna zastosowana w Iraku wykazała niedostatki. Okazało się, że w warunkach bojowych trudno jest szybko przetwarzać ogromne ilości napływających informacji. W rezultacie systemy transmisji danych zawieszają się i wojsko „ślepnie”. Zważywszy na szybki rozwój elektroniki można przyjąć, że to ograniczenie zostanie przezwyciężono. Jednak podstawowa zasada dowodzenia mówiąca, że między wydającym rozkaz, a jego wykonawcą powinno być jak najmniej ogniw pośrednich zachowuje tym bardziej swą użyteczność. Decyzje MON wydają się zmierzać w odwrotnym kierunku.

Także konieczność realizowania operacji połączonych jako sposobu prowadzenia działań musi mieć wpływ na strukturę dowodzenia. Operacje takie są skoordynowanymi w czasie i przestrzeni przedsięwzięciami planowanymi przez kierownictwo strategiczne i realizowanymi przez jednolite dowództwo operacyjne dla osiągnięcia celu strategicznego, w którym biorą udział komponenty, co najmniej dwóch rodzajów sił zbrojnych. Wielkim wyzwaniem są planowane i przeprowadzane działania w terenie zurbanizowanym (MOUT  -Military Operation on Urbanized Terrain) gdzie obiekty zbudowane przez człowieka poważnie ograniczają swobodę taktyczną dowódców. Niezbędna jest różnorodność, elastyczność i jedność działania sił własnych. Tej łączącej roli (operacje połączone) nie mogą spełniać dowódcy poszczególnych rodzajów sił zbrojnych. Ich rolę minister Klich określa tylko jako „dostarczycieli sił” (Force Provider). Skoro jednak kto inny ma wojskiem dowodzić na polu bitwy to dlaczego mają być nadal liczne dowództwa –  wystarczyłby odpowiedzialne za przygotowanie wojsk inspektoraty sił lądowych, powietrznych i morskich.


Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
romualdszeremietiew
Czas publikacji:
poniedziałek, 29 grudnia 2008 21:01

Polecane wpisy

  • Proces z truchłem

    Dawno temu w lipcu 2001 roku, w dzienniku „Rzeczpospolita” na pierwszej stronie ukazał się wielki tytuł „Kasjer z MON” oraz moje zdjęcie

  • Łyżka dziegciu

    W książce "Resortowe dzieci" znalazłam na str. 241 coś takiego: "Bardzo ciekawie wyglądała również lista posiadaczy akcji A Polskiej Korporacji Handlowej. Znal

  • Bóg się rodzi, moc truchleje ....

    Życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenie. Niech Jezus Chrystus przychodząc na świat przyniesie nam -zgodę i wzajemne zrozumienie, - mądre wybory w wielkich i mał

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość PIS napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2008/12/30 10:33:37:

    Czy te zmiany nie mają na celu przejmowania armii z rąk prezydenta w łapy PO=CCCP-Berlina? Oni myślą że to zabawa w wojsko, wyszarpywanie sobie władzy, dowództwa, wpływów, ale kiedy nadejdzie (a nadejdzie) kolejny 17 września 1939, czy kolejny 1920 rok, to uśmiech zejdzie z mord zdrajców-użytecznych idiotów. Usta rozdziawią jak Hamas w Strefie Gazy ze zdziwienia widząc samoloty nad głowami. Ci zawodowi oczywiście nie przejmą się, bo o to im chodzi. Mało to patriotyczne, ale nie wierzę w obecną miniaturową, XIX wieczną, polską armię operacyjną, jej możliwości to defilady, misje patrolowe w Czadzie, Afganistanie i manewry. Podczas wojny po dobie nie będzie zdolnego do walki polskiego wojska, a dowódcy będą się miotać jak Śmigły w 1939. Ich sowiety zostawią jak broń chaosu. Tajna radziecka broń w polskiej armii. Może też będzie rozkaz - z bolszewikami nie walczyć, wycofywać się za Odrę i poddawać się nie niszcząc sprzętu. Rosjanie go wykorzystają...

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny