Blog Romualda Szeremietiewa

Wpis

środa, 07 marca 2012

LWP contra NATO (cz. 4)

„W celu możliwie szybkiego wyprowadzenia Danii z wojny należałoby dokonać uderzeń atomowych na miejscowości Esbjerg (ważny punkt strategiczny w systemie NATO) oraz Roskilde (wyspa Zelandia), a następnie poprowadzić szeroką akcję propagandy specjalnej, mającej na celu pogłębienie powstałej paniki, ostrzeżenie wojsk i ludności cywilnej Danii przed następstwami dalszego oporu oraz zagrożenie, że w wypadku kontynuacji wojny nastąpią dalsze uderzenia atomowe." Z referatu dowódcy Frontu Polskiego gen. Zygmunta Duszyńskiego (1961)

Oficjalna doktryna Układu Warszawskiego zakładała niedopuszczenie do wybuchu wojny – nie tylko jądrowej, ale także konwencjonalnej. Zapewniano o woli rozwiązywania wszelkich spornych spraw na drodze pokojowej, środkami politycznymi. Jednocześnie blok sowiecki starał się zachować co najmniej wojskową równowagę (a starano się osiągnąć przewagę) oraz utrzymywać własne siły zbrojne na tzw. poziomie niezbędnym do skutecznej obrony. Zakładano, że w razie wybuchu wojny przy początkowym ograniczonym użyciu środków rakietowo – jądrowych następnie będzie miała miejsce eskalacja działań. I wówczas wojna ogarnie swym zasięgiem nie tylko Europę, ale także inne kontynenty - nabierze charakteru totalnego i stanie się powszechną wojną jądrową, trzecia wojną światową.

 

Plany wojny UW z NATO odtajnione przez ministra obrony R. Sikorskiego

Wobec znacznej przewagi bloku sowieckiego w broni pancernej, po stronie natowskiej zakładano powstrzymanie ataku czołgów ze wschodu wyprzedzającym uderzeniem jądrowym. Przy czym po stronie sowieckiej zdawano sobie sprawę, że już sama koncentracja wojsk w ugrupowania zdolne do wykonania ataku mogła sprowokować NATO do uderzenia bronią jądrową. Tę reakcję NATO strona sowiecka przedstawiłaby jako agresję militarną Sojuszu Północnoatlantyckiego uzasadniającą konieczność jej odparcia. Uwzględniając taką okoliczność należy stwierdzić, że sprowokowanie Zachodu do użycia broni jądrowej było możliwe. Warunkiem jednak podjęcia decyzji o prowokacji musiałoby być przekonanie władz ZSRR, że dysponują przewagą zapewniająca zwycięstwo w wojnie nuklearnej z Zachodem. Takiej pewności nigdy na Kremlu nie było. Dlatego ani w czasie sowieckiej blokady Berlina Zachodniego (1948-49), ani w czasie wojny koreańskiej (1950-1953), czy w czasie kryzysu kubańskiego (1962), nie wspominając już o wojnie wietnamskiej (1961-1975), trzecia wojna światowa nie wybuchła.

Biorąc to pod uwagę można przyjąć, że zapewnienia kolejnych sowieckich genseków, iż Sowiety nie zamierzają atakować państw zachodnich były szczere bo ... wojska UW nie miały nieodzownej przewagi nad siłami NATO. Tam gdzie przywódcy ZSRR byli pewni swej przewagi militarnej bez wahania stosowali siłę. Przykładem może być interwencja wojsk sowieckich w czasie powstania berlińskiego w czerwcu 1953 r. (doszło do starć zbrojnych na terenie Berlina i 272 innych miejscowości w NRD). Powstania węgierskiego X-XI 1956 r., gdzie w walkach z armią sowiecką zginęło 32 tys. powstańców węgierskich, a 2 tys. komuniści zamordowali po stłumieniu oporu. Wreszcie interwencja wojsk UW (bez udziału Rumunii)  dla unicestwienia wolnościowego zrywu Czechów w czasie praskiej wiosny (VIII 1968 r.) i wreszcie sowiecka interwencja zbrojna w Afganistanie (1979-89) – zginęło 1,5 – 2 mln Afgańczyków i ok. 15 tys. żołnierzy rosyjskich.

W bloku sowieckim obowiązywała tzw. doktryna Breżniewa  „ograniczonej suwerenności” nakazującą „socjalistycznym” państwom Europy Środkowej, Kubie, Mongolii i Wietnamowi podporządkowanie się ZSRR.

Z analizy materiałów szkoleniowych UW można wnosić, że planując działania wojenne rozważano w szczególności sposoby reakcji na koncepcję „strategii wysuniętych rubieży” obwiązującą w NATO dla obszaru Europy środkowej i Cieśnin Duńskich – sformułowaną przez RFN i przyjętą przez gremia decyzyjne NATO w 1965 r. NATO przewidywało także, iż obronne działania na terytorium RFN, będą poprzedzone uderzeniami jądrowymi na cele znajdujące się na terytoriach państw Układu Warszawskiego. Zakładano, że następnie siły NATO przeniosą działania bojowe poza Łabę (na terytorium NRD) i na wschód od Odry (obszar PRL). W NATO przewidywano zniszczenie celów znajdujących się głównie na terenie NRD i PRL – ten obszar stanowił bazę dyslokacji sowieckich wojsk przeznaczonych do ataku i tam były obiekty o znaczeniu operacyjnym i strategicznym. Wprawdzie z  punktu widzenia ówczesnych poglądów obowiązujących w dowództwach natowskich scenariusz ewentualnej wojny jądrowej na terenie Europy nie musiał prowadzić do konfliktu globalnego („strategia elastycznego reagowania”), jednak mimo to Polska byłaby obszarem, na który spadłoby wiele bomb i rakiet z głowicami jądrowymi. W dowództwie LWP przewidywano, że na Polskę spadnie 450-650 ładunków jądrowych o mocy do 110 Megaton (1 megatona stanowi równowartość wybuch jednego miliona ton trotylu). Bomba zrzucona na Hiroszimę miała moc 15 kiloton (kilotona = jeden tysiąc ton trotylu). Oceniano, że co najmniej 100 tys. km2 terytorium PRL znajdzie się w strefie skażeń promieniotwórczych. Były to bardzo optymistyczne założenia. 

Schemat uderzeń BMR na terytorium PRL w oparciu o źródła polskie. Mógłby on wyglądać inaczej, gdyby skorzystać z amerykańskich „Primary Targets”. Jednak odnosząc się do zachowania władz PRL należało uwzględnić, że nie mogły one posługiwać się amerykańskim planami, bo ich nie znały.

Skutkiem opisanego ataku byłyby straty nie tylko wśród wojsk Układu Warszawskiego, w tym zwłaszcza LWP, ale także wśród polskiej ludności cywilnej. Według szacunkowych danych, na terytorium Polski, w krótkim bardzo przedziale czasowym, mogło zginąć wg Stockholm International Peace Research Institute (SIPRI) nawet 10 mln osób.

Liczba zabitych obywateli PRL w ciągu kilku dni wojny nuklearnej byłyby dwukrotnie wyższa od polskich strat ludnościowych w latach drugiej wojny światowej. Znaczne byłyby też ilości osób porażonych promieniowaniem, zatruciami, co prowadziłoby do licznych chorób, zgonów i tym samym zwiększenia liczby przypadków śmiertelnych w dłuższych odcinkach czasowych.

Pod koniec lat 80. w dowództwie sił zbrojnych UW zaczęto rozważać obronny wariant odparcia ewentualnego ataku sił NATO. Jednak podstawą działań obronnych miały być nadal uderzenia jądrowe na siły przeciwnika oraz kontrofensywa zgrupowaniami własnych wojsk. Nadal nie rezygnowano z operacji zaczepnych. Obrona miała na celu nie tyle odparcie natarcia sił przeciwnika, ale zyskanie na czasie, zaoszczędzenie sił i ... przeprowadzenie kontrofensywy. Z dokumentów przejętych po armii byłej NRD wynika, że jeszcze do drugiej połowy lat 80. plany strategiczne UW przewidywały po wstępnej fazie wojny obronnej przejście do kontruderzenia. Następnie zamierzano w 13 -15 dni opanować terytoria do wschodniej granicy francuskiej i w kolejne 30 - 35 dni zająć pozostałą część Europy Zachodniej.

Zasadnicza zmiana w poglądach doktrynalnych UW, w tym także w odniesieniu do zadań jakie miały realizować siły zbrojne PRL, nastąpiła dopiero w 1988 r. Wówczas w pierwszej kolejności zaczęto uwzględniać użycie broni konwencjonalnej, w tym nowoczesnych systemów rozpoznawczo - uderzeniowych. Nie ulega jednak wątpliwości, że to „złagodzenie” zamiarów dowództwa UW wynikało ze zmian jakie zachodziły w sferze politycznej. W lipcu 1989 r. odbył się szczyt Układu w Bukareszcie, gdzie uznano, że państwa UW mają prawo do samodzielnego kształtowania swojej polityki. Oznaczało to odejście od doktryny Breżniewa zmuszającej państwa UW do uległości wobec Kremla. Wymuszone czynnikami zewnętrznymi zmiany wskazywały nie tylko na przewartościowaniu większości planowanych działań z zaczepnych na obronne. Odtąd pierwszy raz określono terytorium NRD jako przedpole walk obronnych, a nie rejon wyjściowy do natarcia dla przełamania linii obronnych NATO na zachodzie. Także w LWP rozważano obronę na terytorium własnym, wzdłuż Nysy Łużyckiej, Odry i wybrzeża Bałtyku, a więc na zachodniej i północnej granicy PRL. Jednak ta zmiana wariantu działań wojennych nie eliminowało występującej nieustannie groźby zniszczenia Polski. Mimo zmiany charakteru prognozowanych działań wojennych na terenie Polski nadal pozostawały obiekty o znaczeniu strategicznym, które musiały stać się celem ataku sił jądrowych strony przeciwnej.

O roli i zadaniach Frontu Polskiego – zakładając, że zostałby on utworzony - przesądzało jego miejsce w ugrupowaniu strategicznym na Zachodnim Teatrze Działań Wojennych.

 

Operacja zaczepna Frontu Polskiego

W polskich planach wariantem podstawowym było przewidywane użycie wojsk Frontu w drugim rzucie strategicznym dla obrony sytuowanej wzdłuż zachodniej granicy PRL. Natomiast w drugim wariancie zakładano wykonanie tymi siłami uderzenia strategicznego. Rozważano też możliwość przejścia do przeciwnatarcia, nie określając jego głębokości. Działaniom tym stawiano jako cel: zerwanie operacji zaczepnej przeciwnika, rozbicie jego zgrupowań, opanowanie ważnych rubieży i stworzenie dogodnych warunków do rozpoczęcia strategicznej operacji zaczepnej.

Obszar Polski stanowił ważny rejon strategicznego rozwinięcia, przegrupowania i zaopatrywania wojsk działających na froncie zewnętrznym. Z geostrategicznego położenia Polski wynikało, że w razie ewentualnej wojny jej skutki obejmowałyby cały obszar kraju. A to oznacza, że wśród państw należących do UW, w razie wybuchu wojny Polska była narażona na nieomal całkowite unicestwienie uderzeniami bronią masowego rażenia.

Z niebezpieczeństwa zmasowanego uderzenia środkami nuklearnymi – przy każdym wariancie działań wojennych - musiało zdawać sobie sprawę ówczesne dowództwo sił zbrojnych i  władze PRL. Jednak ich główną troską było przygotowywanie systemu obrony powietrznej, wojsk Obrony Terytorialnej i formacji Obrony Cywilnej dla zapewnienia swobody ruchu wojsk operacyjnych - zabezpieczenia ich przegrupowania i operacyjnego rozwinięcia. W planach wojennych zakładano przede wszystkim przedsięwzięcia w razie uderzeń na lotniska, przeprawy i węzły komunikacyjne. Przyszłe działania obronne były ukierunkowane na zapewnienie bezkolizyjnego przegrupowania wojsk sowieckich przez terytorium PRL. Nie poświęcano należytej uwagi przygotowaniu zabezpieczeń chroniących ludność cywilną przed atakami Bronią Masowego Rażenia. Mimo dużej skali zagrożenia nie podjęto istotnych działań w celu stworzenia powszechnej sieci schronów dla ludności i wyposażania jej w niezbędne środki ochrony. Pod tym względem Polska, mimo największego zagrożenia broniami masowego rażenia, miała najgorsze wskaźniki nie tylko w porównaniu do Europy Zachodniej, ale także w gronie państw Układu Warszawskiego. Do tego pewne prace podjęte w tej dziedzinie w latach 50. zostały następnie przerwane.

Z przeprowadzonych ocen wynikało, że NATO, w obawie przed zmasowanym atakiem wojsk pancernych i zmechanizowanych przeciwnika, będzie dążyło do sparaliżowania tego ataku uruchamiając środki przenoszenia broni jądrowej i uderzając wyprzedzająco w przygotowane do działań siły lądowe bloku sowieckiego. Że tak będzie zdawano sobie sprawę w kierownictwie UW. Rozbudowywane systemy ostrzegania pozwalały uzyskać informacje o ewentualnych odpaleniach rakiet z głowicami jądrowymi przeciwnika, co dawało kilkanaście minut czasu na reakcję. W dowództwie UW zakładano, że w ciągu 15 minut od podania sygnału 10% stanów lotnictwa bojowego wystartuje do wykonania kontruderzeń; a następnie w ciągu paru godzin miało atakować kolejne kilkaset samolotów. Równolegle miała być użyta własna broń rakietowa z głowicami jądrowymi i konwencjonalna broń precyzyjnego rażenia.

Składy broni nuklearnej wg danych NATO

Blok sowiecki miał więc czas na odwet nuklearny, ale trudno było sądzić, aby w ciągu kilkunastu minut można było ewakuować ludność polskich miast, na które spadłyby rakiety i bomby z głowicami jądrowymi wystrzelone na Zachodzie. Ten problem nie zajmował jednak zbytnio uwagi kierownictwa politycznego i dowództw wojskowych UW. Przedstawiony wariant działań wojennych był przedmiotem ćwiczeń operacyjno-strategicznych o tzw. zasięgu układowym. Scenariusze tych ćwiczeń, z drobnymi zmianami, były w latach 70. i 80. podobne. Zwykle dla podkreślenia ich „obronnego” charakteru ćwiczenia rozpoczynały się od stwierdzenia zagrożenia wojennego i napaści sił NATO. Przyjmowano, że wojska napastnika wedrą się na głębokość 30-50 km - w głównej mierze na terytorium NRD. W odpowiedzi wojska UW miały zatrzymać to natarcie i przejść do kontruderzenia - do działań zaczepnych. W toku ćwiczeń, na różnych etapach realizacji zamierzeń, zakładano przejście do działań z użyciem broni jądrowej bezpośrednio na polu walki. Skala uderzeń jądrowych była tak dobierana, aby wojska własne, po zabiegach specjalnych i przegrupowaniach, mogły wznowić działania bojowe. Stąd często ćwiczonym zagadnieniem było usuwanie skutków uderzeń jądrowych. Tematyka przeprowadzonych ćwiczeń, mimo akcentowania ich obronnego charakteru, świadczyła o hołdowaniu zasadzie, że najlepszą formą obrony będzie atak. Przewidywano m.in. lotnicze i rakietowe wsparcie operacji obronnych, a następnie zaczepnych - wprowadzanie do bitwy zgrupowań uderzeniowych, tzw. operacyjnych grup manewrowych , forsowanie przeszkód wodnych oraz osłonę i wsparcie ze strony wojsk powietrzno-desantowych. Rozważano też wariant użycia broni masowego rażenia, w tym oceniano skutki rażenia broni neutronowej oraz bojowych środków chemicznych przeciwnika. Przeprowadzano ćwiczenia lotnicze i morskie (we wszystkich uczestniczyły jednostki lotnictwa myśliwskiego, obrony przeciwlotniczej, oddziały radiotechniczne i inne służby).

Do ataku na Danię stworzono w LWP jednostki desantu morskiego

Desanty, forsowanie przeszkód wodnych, a przede wszystkim wprowadzanie operacyjnych grup manewrowych, świadczyło o przygotowaniach do operacji zaczepnych. Głębokość działania grup w pierwszej fazie wojny obejmowało całe terytorium Niemiec Zachodnich i sięgało do wschodniej granicy Francji. Przy tym cały czas liczono się, że potencjalnymi obiektami uderzeń bronią jądrową strony przeciwnej będą zgrupowania armii drugiego rzutu LWP. Także obiekty armii sowieckich drugiego rzutu i zabezpieczające działania jednostki wojsk rakietowych oraz bazy zaopatrzenia materiałowego (logistyka stacjonarna).

Największe nasilenie ćwiczeń z przewidywanym przejściem do działań z użyciem broni jądrowej (średniej i małej mocy) odnotowano w latach 70. Prowadzone z dużym rozmachem preferowane w tym czasie działania zaczepne uzależnione były od uderzeń jądrowych na siły przeciwnika. Uderzenia te miały zapewnić ruch własnych wojsk na terytorium wroga. Planowano kilka do kilkunastu uderzeń jądrowych na dobę (średniej i małej mocy, w tym także uderzeń neutronowych) wykonywanych na korzyść własnych nacierających dywizji i brygad. Uderzenia te miały zapewnić oszałamiające tempo natarcia - 100 i więcej kilometrów na dobę walki. Takie też normy były zapisane w obowiązujących wówczas regulaminach walki. Zakładano, że powietrzny ładunek jądrowy o mocy 20 kt będzie zdolny zniszczyć siły ekwiwalentnego batalionu. Po kilku uderzeniach i upływie 4-6 godzin planowano tworzenie zgrupowań zbiorczych i kontynuację działań zaczepnych przez siły główne poszczególnych jednostek. Ten optymistyczny zamiar obniżał poczucie zagrożenia ćwiczących i kształtował nieprawdziwe wyobrażenie pola walki po użyciu broni jądrowej. Ponadto na wysokich szczeblach dowodzenia w Układzie Warszawskim w zasadzie nie zajmowano się problemem strat i pomocy dla ludności cywilnej. W dowództwie LWP np. uważano, że jest to zbędne skoro większość rejonów ćwiczeń i przyszłych walk obejmowała obszar na zachód od linii Nysy Łużyckiej i Odry, poza granicami Polski.

Wysokie tempo natarcia mogło być osiągnięte jedynie w wypadku natychmiastowego skierowania wojsk własnych w miejsca wykonanych uderzeń jądrowych, aby uniemożliwić wojskom przeciwnika zablokowanie luk powstałych w obronie. Takie działanie oznaczało narażenie żołnierzy własnych wojsk na promieniowanie. A tzw. straty radiacyjne, jakie mogły wówczas powstać, stawiały pod znakiem zapytania realizację optymistycznych planów rozwijania natarcia. Jednakże analiz skutków takiego zamiaru nikt wówczas nie prowadził.

W myśleniu dowódców i sztabów bloku sowieckiego dominowała jedna zasada: szybkie tempo natarcia dzięki użyciu broni jądrowej, za każdą cenę, także za cenę życia i zdrowia własnych żołnierzy. Na takie traktowanie tej problematyki pozwalał brak regulacji definiujących dopuszczalne progi napromieniowania żołnierzy. Przyjęte ograniczenia sprowadzały się do pewnych zaleceń wymienianych w instrukcjach. Te instrukcje były jednak zatwierdzane przez wojskowych zajmujących niższe szczeble w hierarchii stanowisk służbowych, a więc tym samym znajdujące się w nich zalecenia nie miały mocy wiążącej. Z czasem zagadnienie zostało dostrzeżone przez ekspertów, czego wyrazem była próba wprowadzenia do oceny zdolności bojowej wojsk tzw. czynnika radiacyjnego. Propozycja ta nie została jednak potraktowana ze zrozumieniem przez dowódców wyższych szczebli.

Przełomem w docenieniu niebezpieczeństwa skutków promieniowania stały się dopiero doświadczenia po awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu (1986 r.). Okazało się wówczas, że przyjęte wyjątkowo dla tej akcji tzw. bezpieczne poziomy napromieniowania (bezpieczniejsze od obowiązujących w wojsku) okazały się niewystarczające. Efektem było ponad 600 tys. napromieniowanych (głównie powołanych do akcji żołnierzy rezerwy b. ZSRR). Ludzie ci w rezultacie „bezpiecznego” podobno napromieniowania okazali się nieprzydatni do dalszych działań, a w okresie późniejszym, jako osoby z trwałym uszkodzeniem zdrowia, uzyskali uprawnienia do roszczeń rentowych wobec państwa.

W powojennych dziejach Polski okres tzw. zimnej wojny był szczególnie niebezpieczny. Gromadziły się bowiem negatywne następstwa wynikające z warunków geopolitycznych oraz związane z położeniem geostrategicznym PRL, jako zaplecza frontu sił UW. Tymczasem narastający konflikt Wschód – Zachód stwarzał realną groźbę masowego użycia broni jądrowej. Skutki jej użycia doświadczyłaby zwłaszcza Polska. Naród polski nie miał żadnych możliwości przeciwdziałania temu zagrożeniu skoro znalazł się w państwie o ograniczonej suwerenności. W Polsce nie było niezbędnych informacji mogących stanowić podstawę do sformułowania realistycznej oceny zagrożeń. Władze PRL miały zresztą symboliczny dostęp do planów strategicznych Układu Warszawskiego, zwłaszcza dotyczących użycia sił rakietowo – jądrowych. Mimo to można zakładać, że zdawały sobie sprawę z istniejących zagrożeń i ukrywały je. Jest to bardzo prawdopodobne, gdy prześledzimy próby zatajenia prawdy w czasie katastrofy elektrowni atomowej w Czarnobylu. Taka postawa ośrodków decyzyjnych państwa i wojska miała też negatywne przełożenie na świadomość dowódców niższych szczebli, którzy nie zdawali sobie w pełni sprawy z grożącego żołnierzom niebezpieczeństwa.

Część kadry zawodowej wojska potrafiła przeprowadzać analizy oparte o dostępne szczątkowe dane i wykorzystywać tę wiedzę w propozycjach zmniejszenia ewentualnych strat. Próby nie przynosiły istotnych efektów wobec niechętnego stanowiska na wyższych szczeblach dowodzenia LWP. Podkreślana dziś pewna polska niezależność w sprawach obronności w okresie PRL była w istocie iluzoryczna. Dowodzi tego nie tylko kwestia tak zasadnicza jak możliwość samodzielnej oceny skali zagrożenia nuklearnego, ale chociażby niepowodzenie wprowadzenia do sił zbrojnych PRL polski regulamin walki.

Trudności gospodarcze i wraz z tym brak możliwości sprostania rozwojowi techniki wojskowej po stronie NATO zmusiły blok sowiecki do obniżania poziomu wyścigu zbrojeń i zmiany doktryny wojennej z zaczepnej na obronną. Ta zmiana i minimalizowanie roli broni jądrowej w wojnie nie wynikała jednak z polityki „pokojowego współistnienia”. Gdyby takie rzeczywiście były przesłanki to wprowadzono by przepisy dotyczące zapewnienia większego bezpieczeństwa radiologicznego żołnierzy. Nie zrobiono tego. Co więcej władze PRL nie ratyfikowały też przyjętych w 1977 r. Pierwszego i Drugiego Protokołu Dodatkowego do Konwencji Genewskich z 1949 r., a dotyczących ochrony ludności cywilnej. Ratyfikacja tych międzynarodowych aktów prawnych nastąpiła dopiero po odzyskaniu przez Polskę suwerenności państwowej.

W razie wybuchu trzeciej wojny światowej siły zbrojne PRL walczyłyby wbrew polskiemu interesowi narodowemu – zwycięstwo sowieckie oznaczało utrwalenie stanu niewoli. Udział LWP w wojnie z NATO stwarzał ponadto śmiertelne zagrożenie dla istnienia narodu polskiego. Doszłoby też do całkowitego zniszczenia polskiej gospodarki i infrastruktury. Unicestwieniu uległ by wielowiekowy dorobek kultury narodowej.

W okresie istnienia PRL Polsce groziła zagłada nuklearna!

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
romualdszeremietiew
Czas publikacji:
środa, 07 marca 2012 14:50

Polecane wpisy

  • Proces z truchłem

    Dawno temu w lipcu 2001 roku, w dzienniku „Rzeczpospolita” na pierwszej stronie ukazał się wielki tytuł „Kasjer z MON” oraz moje zdjęcie

  • Łyżka dziegciu

    W książce "Resortowe dzieci" znalazłam na str. 241 coś takiego: "Bardzo ciekawie wyglądała również lista posiadaczy akcji A Polskiej Korporacji Handlowej. Znal

  • Bóg się rodzi, moc truchleje ....

    Życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenie. Niech Jezus Chrystus przychodząc na świat przyniesie nam -zgodę i wzajemne zrozumienie, - mądre wybory w wielkich i mał

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2014/09/13 14:01:34:

    Doktorku manipulujesz jak stary dobry politruk w (L)WP.

    Odejście od natychmiastowego użycia taktyczne broni nuklearnej nastąpiło w obu blokach już w latach 70-tych na rzecz precyzyjnej amunicji. Aby zniszczyć most w Dęblinie NATO nie potrzebowała wysyłać nuklearnej przesyłki ale pocisk Cruise lub Pershinga II.

    Bajki piszesz.

  • Gość Boruta napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2014/10/13 18:17:46:

    Nie trzeba było wojny aby w krótkim czasie został rozłożony na łopatki polski przemysł , naród upodlony i zmuszony do szukania chleba poza granicami Polski jak w czasie przedwojennej emigracji do obu Ameryk i do zachodniej Europy... WYSTARCZYŁY DZIAŁANIA STYROPIANOWEJ INTELIGENCJI KTÓRA PO 1989 ROKU DORWAŁA SIĘ DO KORYTA ABY ZNISZCZYĆ TO CO ODBUDOWANO W TRUDZIE PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ...

  • Gość bruce napisał(a) z *.icpnet.pl komentarz datowany na 2016/05/10 21:59:10:

    jest rzecza nieprawdopodobna by rosjanie pierwsi zaatakowali zachod, musiel zakladac ze nato moze odpowiedziec bronia jadrowa a wtedy....kolejne zalozenie odpowiadamy tym samym i.....nikt nie wygrywa, a w zasadzie ten ktory jako ostatni nadusi guzik. rosjanie jakbysmy ich nie postrzegali nie byli az tacy glupi, ryzyko bylo zbyt wielkie, musieli tez zakladac ze czesc uderzenia jadrowego spadnie na ich terytorium, wiec uwarzam takie dywagacje ze fantastyke. jeszcze jedno plany ataku niewatpliwie byly bo w takim wojsku jakie posiadali rosjanie musialy byc to rzecz calkowicie normalna a od planow do ich realizacji lezala daleka droga.....

  • Gość Pogoda napisał(a) z 185.216.34.* komentarz datowany na 2018/07/12 22:32:04:

    Sat24, Sat 24
    Pogoda, Prognoza pogody
    US National Forecast
    Weather Forecast
    Wetter, Wettervorhersage, Wetterbericht
    Meteo, Previsioni Meteo Italia
    Météo France
    United Kingdom Weather
    Clima de Espana
    Väder
    Australia Weather
    Vr
    Vejr
    Clima


    Clima

    Test prędkości internetu
    Speedtest, Speed Test
    DSL Geschwindigkeit testen
    Test di velocit Internet
    Test de velocidad
    Test de vitesse Internet

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny