Blog Romualda Szeremietiewa

Wpis

piątek, 26 października 2012

W tym ambaras! (cz. II)

Armia "pijarem" silna

Jak dysonans brzmią w tym kontekście powtarzane powszechnie do dziś opinie o dużej sile czechosłowackiej armii, a zatem ogromnych możliwościach obron­nych republiki. Również w Polsce wiele napisano o świetnej czeskiej broni pancernej, potężnej artylerii i dobrym lotnictwie, a wszystko to oparte było na danych publikowanych przez czeskich historyków. Dokładniej­sza analiza tych danych ujawnia jednak duże sprzeczności w upowszech­nianych informacjach i sporą przesadę w ocenach.

Podawano, iż Czechosłowacja zmobilizowała w 1938 r. armię liczącą około 2 - 2,2 mln żołnierzy (45 dywizji - w tym 4 szybkie i 2 zmotoryzowane). Już te miliony zastanawiają, do dziś bowiem pozostało tajemnicą, w jaki sposób małe stosunkowo państwo, ob­ciążone licznymi mniejszościami narodowymi, było w stanie zmobilizować wielką liczebnie armię (ponad 14% ludności – światowy rekord). Naprawdę Czechom udało się zebrać trochę ponad milion żołnierzy (rezerwiści czescy i słowaccy) w 43 wielkich jednostkach o różnej wartości bojowej. Wypada przy tym zapytać, dlaczego Praga skapitulowała przed 39 dywizjami niemieckimi (1,2 mln żołnierzy)? Jesienią 1938 r. Niemcy zamierzały wystawić 80 dywizji (3,3 mln żołnierzy), ale musiał liczyć się z zagrożeniem ze strony Francji i Polski. Dlatego przeciwko Czechom Niemcy mogli użyć około połowy posiadanych wojsk.

Wiadomo, że czeskie wojsko wspierało 3200 dział, czyli o kilkaset mniej niż było ich w Polsce, ale o polskiej artylerii nikt jakoś nie napisał, że była potężna. W czeskiej artylerii występowała duża różnorodność dział i były one głównie starszych typów, przestarzałe. Opracowano prototypy nowe dział, ale ich produkcji nie zdołano uruchomić przed 1938 r. Jeżeli obrona przeciwpancerna i przeciwlotnicza wyglądała nieco gorzej - jak napisał Ma­rian Zgórniak w pracy o wojskowych aspektach kryzysu czechosłowackiego - to można było sobie wyobrazić, ile dział przeciwpancernych i przeciwlotniczych wypadało na każdą z czeskich dywizji. Ponad połowa z nich nie miała zresztą żadnej artylerii przeciwpancernej, ani przeciwlotniczej (Czesi mieli np. 250 dział plot. różnych kalibrów, gdy w Polsce było 384 działa, w tym 261 nowoczesnych armatek Boforsa 40 mm).

W broni pancernej nie było lepiej Armia czeska miała 558 wozów bojowych (łącznie czołgi z samochodami pancernymi), gdy w Polsce było około 900 czołgów i 100 samochodów pancernych. A więc siła czeskiej „szybkiej” dywizji nie mogła być zbyt wielka - tylko dwie z nich miały etatowe stany czołgów. Przy czym podstawowy czołg czeski LT vz. 35 cieszył się złą sławą wśród pancerniaków ze względu na fatalną jakość tanich lub źle dobranych materiałów oraz wadliwy montaż fabryczny.

Podobnie wyglądało lotnictwo –  Czesi mieli ponad 1500 samolotów (w pierwszej linii około 840), w Polsce było ponad 1700 samolotów (w pierwszej linii około 750). W Czechach i w Polsce lotnictwo składało się z maszyn konstruowanych w pierwszej połowie lat trzydziestych, przy czym Czesi mieli jeszcze na uzbrojeniu myśliwce dwupłatowe i bombowce nie nadających się do działań wojennych. W Polsce były już całkowicie metalowe myśliwce jednopłatowe i wchodzące właśnie na uzbrojenie nowoczesne bombowce.

Czeskie mysliwce Avia B 534 szyb. maks. 370 km/h

Polskie myśliwce P-11 (szyb. maks. 370 km/h)

Zakłady lotnicze w Polsce, które trzeba było budować od podstaw były w stanie w 1938 r.  produkować ponad sto samolotów miesięcznie, a istniejące od początku republiki czeskie fabryki poniżej stu samolotów.

W Czechach wytwarzano dużo broni, ale ... na eksport. Wytwórnie czeskie znajdowały się w czołówce światowego handlu bronią, np. w 1936 r. w kolejności: Francja  - 21, 2% Wielka Brytania – 19,5%, a po nich jako trzecia Czechosłowacja – 15,4%,  dystansując Niemcy – 10,6% i USA – 8,6%. Dla czeskich fabrykantów sprzedaż broni za granicę była ważniejsza od zaopatrzenia własnej armii. Zamówiony przez wojsko nowy czołg LT vz. 38 nie dotarł do jednostek bowiem wcześniej realizowano zamówienie na takie czołgi do Szwajcarii, Iranu i... Peru!

Nawet słynne fortyfikacje czeskie, biorąc pod uwagę koszt ich budowy (7 mld koron - 1,5 mld złotych) i długość za­grożonych granic (około 3 tys. kilometrów), nie wyglądały imponująco. Pomijając fakt, że fortyfikacje nie zdały egzaminu w czasie ostatniej wojny, trzeba pamiętać, że Polska planowała koszt kilometra umocnień na swojej granicy zachodniej na 2 mln złotych, Czesi zaś wydali na kilometr około 0,7 mln złotych (kilometr linii Maginota 30 mln złotych).

Czeska doktryna wojenna miała charakter defensywny i przewidywała pasywną, kordonową obronę kraju na liniach umocnień. Nieprzyjaciel mógł więc skoncentrować przeważające siły na wybranym odcinku i przełamać linię obrony, co dla strony czeskiej oznaczałoby militarną katastrofę. Przyjęty fatalny plan obrony był wynikiem niskich kwalifikacji czeskiej generalicji, o czym meldował swoim przełożonym francuski attache wojskowy. Jan Wisniewski w pracy „Armia Czechosłowacka w latach 1932-38” napisał: „Unikając ocen czy stawiania cenzurek poszczególnym generałom trzeba stwierdzić, że większość wyższych dowódców nie była w pełni przygotowana do czekających ich zadań w momencie realnego zagrożenia czy konfliktu.”

Trudno zupełnie negliżować wartość armii czeskiej, należałoby jednak widzieć ją we wszystkich uwarunkowaniach. Wypadałoby też za­chować większą dozę ostrożności przy podawaniu różnych danych świadczących o czeskiej potędze. Gdyby było tak, jak piszą dziś niektórzy historycy, to czeski minister obrony gen. Jan Syrovy nie musiałby mówić, że w 1938 r. republika mogła dać się zabić albo popełnić samo­bójstwo.  Koła wojskowe Czechosłowacji zdawały sobie sprawę z kiepskiego położenia geostrategicznego i wi­działy jakie znaczenie dla obrony kraju może mieć współpraca i sojusz ż Polską, ale nie one decydowały o polityce państwa czeskiego.

Hajda „wielka czwórka”

Podporządkowanie Czechosłowacji było w planach Hitlera kolejnym etapem na drodze do przygotowania agresji na Francję. Podbita Czechosłowacja miała też stano­wić środek do wymuszenia lojalnej postawy Polski. Po łatwym opanowaniu Austrii Hitler, ośmielony ustępliwością mocarstw zachodnich, postanowił uczynić następny krok. Tym razem sprawa była trudniejsza. Na celowniku było państwo większe i silniejsze od Austrii, cieszące się politycznym poparciem Francji i znajdujące się w sojuszu z Rumunią, Jugosławią oraz ZSSR. Wariant oderwania Sudetów od Czech był więc, obiektywnie rzecz biorąc, mało realny - tak przynajmniej myśleli wątpiący w polityczne talenty Hitlera niemieccy generałowie. Okazało się inaczej.

Konferencja w Monachium stanowiła logiczną konsekwencję linii politycznej obranej przez Pragę w okresie dwudziestolecia. Zgodnie z zasadą, że najłatwiej płaci się interesami najwierniejszego sprzymierzeńca, Paryż poświęcił suwerenność i niepodległość państwa kierowanego przez „najwybitniejszego polityka Europy Środkowej”, jak nad Sekwaną nazywano Beneśa.

„Wielka czwórka” z Monachium:  Chamberlain, Daladier, Hitler i Mussolini

Stanowisko Polski w dniach kryzysu czechosłowackiego wywołuje ciągle wiele sporów. Znana i odwzajemniana niechęć Becka do Beneśa oraz wkroczenie wojsk polskich na Zaolzie zdają się sugerować współdziałanie z Niemcami. Istnieje jednak sporo przesłanek wskazujących, że Polska działała samodzielnie. W momencie gdy zarysowała się groźba konfliktu czesko-niemieckiego, na zapytanie wystosowane przez prezydenta Mościckiego do prezydenta Beneśa, czy Czechosłowacja będzie się bronić, z dodatkiem, że gdyby tak było, Polska zaangażuje się po jej stronie, Beneś odpowiedział po kilku dniach, że Czechosłowacja szans obrony nie ma i że chwyci za broń tylko w razie wykonania sojuszu wojskowego przez Francję, podkreślając jednak, że sama inicjatywy wojskowej nie podejmie. W Warszawie oceniono tę odpowiedź jako uzgodnioną ze Związkiem Sowieckim.

Kapitulacja Zachodu i błyskawiczny upadek Czechosłowacji zaskoczył ministra Becka, który nie chciał zbyt wcześnie angażować kraju w konflikt. „Beckowi szło nie tylko o neutralność, czy też zbrojną neutralność w klasycznym tej instytucji znaczeniu - pisze Stefania Stanisławska (Polska a Monachium) - ale o pozostawienie sobie możliwie długo wolnej ręki w razie konfliktu i możliwie najlepszej sytuacji przetargowej, póki do konfliktu nie doszło, zachowując sobie możliwość przyłączenia się do jednej z antagonis­tycznych stron”. Stwierdzenie to wydaje się prawdziwe, jeśli doda się, że mimo wszystko Beck wiedział, po której „antagonistycznej stronie” powinna opowiedzieć się Polska. Sprawa dotyczyła więc terminu, a nie wyboru stron konfliktu.

Kierunek polityki polskiej formułował Beck następująco: „W Europie kształtować się poczynają przeciwstawne sobie osie: Rzym -Berlin i Pa­ryż-Londyn. Jedną z zasad naszej polityki jest nie wiązać się z żadnym z bloków”. Minister sądził, że sprawa sudecka nie jest zagadnieniem zwrot­nym w stosunkach między mocarstwami bowiem Czecho­słowacja nie podejmie obrony, a Anglia i Francja będą starały się wymuszać na Czechach ustępstwa. Również ZSSR - według ministra - ograniczy się do dyplomatycznych protestów. W tej sytuacji Polska jedyne co może zrobić to rewindykować Zaolzie. Całą akcję należy jednak tak przeprowadzać, zalecał Beck, aby Polska „nawet w sposób pośredni” nie znalazła się w roli sojusznika Hitlera. Gdyby przewidywania te nie potwierdziły się i gdyby jednak doszło do powszechnego konfliktu w obronie Czechosłowacji - konkludował Beck - wówczas linia polityczna Polski powinna ulec zmianie w ciągu 24 godzin.

Stanowisko Becka znajdowało potwierdzenie w raporcie radcy poselstwa czechosłowackiego w Warszawie Jana Prochazki (2 IX 1938). Dyplomata pisał, że polski minister w rozmowie z posłem litewskim Kazysem Śkripą powiedział: „Polska nie podejmie niczego, co utrudniłoby naszą [ĆSR - R.Sz.] sytuację, chociaż ma interesy w Cieszyńskiem”.

Gotowość zmiany stanowiska potwierdzała treść noty Becka wręczonej ministrowi spraw zagranicznych Francji Bonnetowi (24 V 1938) przez am­basadora Łukasiewicza. Polski minister przypomniał, że w przeciwieństwie do Francji Polska nie ma żadnych zobowiązań traktatowych wobec Czechosłowacji, która zresztą takich zobowiązań ze strony polskiej nie chciała. Dawał w ten sposób do zrozumienia, że inicjatywę w sprawach czeskich powinien przeja­wiać Paryż, a nie Warszawa. Dodał też, że rząd polski może mieć pretensje do polityki czeskiej na Zaolziu, a mimo to: „w razie powstania konfliktu o szer­szym charakterze wynikałaby stąd sytuacja nowa, co do której rząd polski musi sobie zarezerwować możność zbadania decyzji”. Jaka będzie decyzja Polski, gdyby Francja wystąpiła w obronie Czechów, mówił następny punkt noty: „Będąc zmuszonym poczynić powyższe zastrzeżenie, potwierdzam jedno­cześnie, jak 7 marca 1936 r., gotowość polską wypełnienia zobowiązań sojusz­niczych w ramach istniejących umów oraz gotowość przyjaznej dyskusji na temat wszystkich nowych zjawisk, opartej na wzajemnym zrozumieniu interesów Polski i Francji”. W 1936 r. kiedy Hitler zajmował zdemitaliryzowaną Nadrenię Polska deklarowała Francji wykonanie zobowiązań sojuszniczych  w razi zbrojnej kontrakcji Francji przeciwko Niemiec. Wreszcie Beck oświadczał, że odprężenie między Warszawą a Pragą byłoby możliwe po przyznaniu mniejszości polskiej w Cze­chosłowacji praw, jakimi „dysponuje mniejszość najbardziej uprzywilejowana”.

Nic o nas bez nas

W dokumencie Becka nie było słowa o zamiarze oderwania Zaolzia czy wspierania znanych już żądań Berlina. Przypomnienie stanowiska Polski z 1936 r. i sugestie, że „szerszy konflikt” wpłynąłby na zmianę stanowiska Polski, dawały dużo do myślenia. Ciekawie skon­struowany był też postulat praw dla mniejszości polskiej. Wynikało z niego, że każde zaostrzenie na odcinku niemieckim, czytaj: uszczuplenie praw mniejszo­ści najbardziej uprzywilejowanej (Niemców), oznaczało minimalizowanie pol­skiego żądania. I odwrotnie, ustępstwa na rzecz Niemców miały powodować wzrost żądań Polski. Beck starał się wymusić w Pradze wolę oporu w stosunku do Berlina.

Tak umiarkowany postulat polskiego ministra musiał wynikać między innymi z informacji, którymi dysponowały władze polskie po wizycie wysłan­nika prezydenta Beneśa w Polsce Wacława Fiali. Według Beneśa Zaolzia chciał tylko Beck, wobec tego wystarczyło dogadać się z opozycją, izolować i usunąć Becka, aby naród polski poparł Czechosłowację. Zgodnie z tymi dyspozycjami Fiala rozmawiał wyłącznie z opozycją. Zaczął od narodowych demokratów. Rozmówcami wysłannika Beneśa byli Roman Rybarski, Zygmunt Berezowski, Kazimierz Olechowicz i Stanisław Stroński. W interesującej Pragę sprawie (Cieszyn) Fiala usłyszał z ust Olechowicza: „Opinia polska uznałaby obronę Czechosłowacji [przez Polskę - R.Sz.] przed zwrotem Zaolzia za zdradę wobec mniejszości polskiej na Śląsku”. Przedstawiciele ludowców - wśród nich Maciej Rataj - oświadczyli, że przychylne nastawienie Polski do Czech będzie niemożliwe, dopóki Praga nie obieca zwrotu Śląska Cieszyńskiego. Przywódca PPS Mieczysław Niedziałkowski zastrzegł, że bez zwrotu Zaolzia Czesi nie powinni myśleć o współpracy z Polakami. W podobny sposób wypowiadali się politycy chadeccy. Rezultat misji Fiali przedstawiony w jego piśmie do Beneśa wy­glądał następująco: „Wszyscy, wszyscy bez różnicy politycy polscy, z którymi spotkałem się, mówili mi o tym, że musimy we własnym interesie pójść na ustępstwa w stosunku do mniejszości polskiej w okręgu cieszyńskim i spełnić jej żądania”.

A więc problem Zaolzia nie mógł być sposobem na usunięcie Becka. Czy on sam, wiedząc o tym, chciał pokazać Pradze, iż jego warunki były lepsze od tego, czego żądałaby polska opozycja? Bo jego formuła była niewątpliwie do przyjęcia tak w Paryżu, jak i w Pradze. Charakterystyczne, że Bonnet, pisząc pamiętniki, nie wspomniał o propozycji Becka o gotowości wypełnienia przez Polskę zobowiązań sojuszniczych w razie obrony Czechosłowacji przez Francję.

Dwa dni przed wspomnianym wyżej spotkaniem ambasadora Łukasiewicza z Bonnetem w Paryżu pozbawiono złudzeń ambasadora Czechosłowacji - zachodni sojusznicy wymuszali na Pradze ustępstwa, a to paraliżowało możliwości działania Czechosłowacji. Praga, przyjmując więc formułę Becka, pogorszyłaby swoje położenie, gdyż do ustępstw na rzecz Niemców musiałaby dodać „takie same prawa” dla ludności polskiej. Przy stanowisku Paryża i Londynu żądanie polskie prowadziło więc, po ustąpie­niu Sudetów Niemcom, konsekwentnie do zwrotu Zaolzia.

Dnia 21 września o godzinie 17.00 rząd w Pradze przyjął w sprawie cesji Sudetów na rzecz Berlina plan anglo-francuski. Sytuacja stawała się jasna - obrony Czechosłowacji nie będzie.

Cieszyn: Polacy na Zaolziu witają kwiatami wojsko polskie. Pocztówka z listopada 1938 r. - "Śląsk Zaolziański wraca do Polski". Zdjecie za "Expressem Porannym", reprodukcja: M. Skorupski/Agencja FORUM

Dwie godziny później czeski minister Kamil Krofta otrzymał notę polskiego rządu, w której Warszawa domagała się załatwienia żądań polskich w taki sposób, jak uczyniono to z żądaniami niemieckimi. Po kilku dniach oddziały polskie, dowodzone przez generała, Władysława Bortnowskiego, przekroczyły most na Olzie. Terytorium państwa polskiego powiększyło się o 1871 km2. Rejon ten miał bardzo wysoką wartość gospodarczą ze względu na swoje zasoby węgla i hutnictwo. Po przyłączeniu Zaolzia produkcja stali w Polsce wzrosła o 38%, surówki o 67%, wyrobów walcowanych o 47%, koksu 0 55% - było to poważne wzmocnienie potencjału Rzeczypospolitej.

Wbrew Niemcom

Polskie władze uważały, że Czechosłowacja realizuje koncepcję polityczną Beneśa, który gwarancje bezpieczeństwa własnego kraju widział we wspólnej granicy z Rosją Sowiecką. W Polsce pamiętano słowa prezydenta Masaryka z 1920 r.: „Na Ruś Węgierską (Podkarpacką) patrzymy jako na tymczasowy depozyt Rosji, który przy pierwszej sposobności jej zwrócimy”. Dla Polski nie mogło być wątpliwo­ści, w jakich warunkach może się pojawić sposobność zwrotu tego „depozytu” Rosjanom. Dlatego Warszawa popierała mniejszość polską, dążenia Słowaków i węgierski rewizjonizm, wymierzony w całość terytorialną Czechosłowacji. Czechy bez Słowacji nie musiałyby przecież szukać wspólnej granicy z Rosją.

W 1938 r. zemścił się srodze brak realizmu w stosunkach polsko-czeskich, głównie brak realizmu po stronie czeskiej! 

W listopadzie 1938 r. prasę obiegła wiadomość, że jeden z ministrów Republiki Czeskiej złożył w praskim senacie wniosek o pociągnięcie do odpowiedzial­ności karnej Beneśa „za przeciwdziałanie zbliżeniu z Polską w okresie, gdy Warszawa była skłonna do nawiązania współpracy”.

Zachowania Polski w okresie kryzysu sudeckiego nie byli pewni ci, z którymi Beck rzekomo współdziałał. Ambasador Moltke pisał w swym raporcie (lipiec 1938 r.) o celach polityki polskiej. „Nie ulega wątpliwości, że Polacy wykorzystają wszelką możliwość, a zwłaszcza wszelką słabość Niemiec, aby otrzymać nowe gwarancje i zapewnienie w wyżej podanych sferach interesów [Litwa, Zaolzie - R.Sz.]. Jednakże nawet dotrzymawszy takie korzyści, Polska zawsze będzie postępowała tak, jak jej dyktować będą własne interesy. Byłoby nawet błędem liczyć na świadczenie wzajemne w wypadku ciężkiej dla nas sytuacji”.

Postawa Warszawy wywołała niezadowo­lenie i obawy w Berlinie. W rozkazach wydanych przez Oberkommando des Heeres (OKH) w lipcu 1938 r. stwierdzano, że w wypadku ataku polskiego na Niemcy należy trzymać obronne umocnienia na granicy polskiej aż do czasu pokona­nia Czechów i później uderzyć całością sił na Polskę. I pomyśleć, że jeszcze na początku maja 1938 r. w tym samym OKH zakładano polską pomoc wojskową na wypadek wojny z Czechosłowacją - oczywiście pomoc dla Niemców.

W Polsce poważnie liczono się, że pozostawienie Zaolzia może dać Hitlerowi sposobność do gry o włączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy. W kontekście powyższego warto wspomnieć o słynnym liście Beneśa do polskiego prezydenta deklarującym wolę współpracy. W dniu 22 września, a więc na tydzień przed „Monachium” Beneś przedkładał Polsce ofertę „wyrównania problemu polskiej ludności w Czechosłowacji (...) na płaszczyźnie zasady rektyfikacji granic.” Mościcki w odpowiedzi (27.09.1938) podnosił, że kwestia Zaolzia rzeczywiście utrudnia „polepszenie atmosfery między naszymi krajami.” Następnie czeski minister spraw zagranicznych Krofta w liście do polskiego ambasadora Papée 30.9.1938 (w dzień po „Monachium”) zaoferował, aby przejęcie przez Polskę Śląska Cieszyńskiego nastąpiło „najwcześniej 31 października, a najpóźniej 1 grudnia” (1938 r.). Widzimy więc, że to strona czeska, na cały tydzień przed Monachium, jako pierwsza, i z własnej inicjatywy, zaproponowała Polsce przejęcie Zaolzia, oferując jednak terminy, w których Niemcy miałyby dosyć czasu, aby wejść na Zaolzie To zaś dałoby Hitlerowi możliwość zaproponowania Polsce transakcji: Zaolzie za Gdańsk.

Polskie władze obawiały się, że Hitler może na takie rozwiązanie uzyskać poparcie Anglii i Francji i na następnej konferencji „monachijskiej czwórki” Polska zostanie pozbawiona dostępu do morza. To dlatego natychmiast po konferencji w Monachium, na Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się narada najwyższych władz państwa, z prezydentem Mościckim, na której uznano, że Polska nie może godzić się na dyktaty. Wtedy też, postanowiono wystosować ultimatum do rządu Czechosłowacji z żądaniem niezwłocznego przekazania Polsce Zaolzia.

 *****

Satyryk we fraszce napisał, że cały w tym ambaras, aby dwoje chciało na raz. Przed 1938 e. Czechosłowacja nie chciała zawierać sojuszy z Polską.  Rzeczywistość była jednoznaczna: Czesi w większości, a zwłaszcza ich polityczni przywódcy, nie chcieli walczyć z Niemcami. Czy mimo to Polska miała samotnie, bez Francji, wystąpić zbrojnie przeciwko Niemcom w obronie Czechosłowacji, do tego wbrew woli jej władz? A może powinna była zapomnieć o Polakach za Olzą, zostawić Niemcom ważny dla jej bezpieczeństwa węzeł kolejowy Bogumin (czes. Bohumín) oraz huty i kopalnie Zaolzia?  To są przecież pytania retoryczne.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
romualdszeremietiew
Czas publikacji:
piątek, 26 października 2012 19:10

Polecane wpisy

  • Proces z truchłem

    Dawno temu w lipcu 2001 roku, w dzienniku „Rzeczpospolita” na pierwszej stronie ukazał się wielki tytuł „Kasjer z MON” oraz moje zdjęcie

  • Łyżka dziegciu

    W książce "Resortowe dzieci" znalazłam na str. 241 coś takiego: "Bardzo ciekawie wyglądała również lista posiadaczy akcji A Polskiej Korporacji Handlowej. Znal

  • Bóg się rodzi, moc truchleje ....

    Życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenie. Niech Jezus Chrystus przychodząc na świat przyniesie nam -zgodę i wzajemne zrozumienie, - mądre wybory w wielkich i mał

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość jackmay napisał(a) z *.dynamic.mm.pl komentarz datowany na 2012/10/26 21:40:26:

    Czytając ten artykuł można wywnioskować że Polski rząd był bez wyobraźni.
    Z racji swojego katastrofalnego położenia geograficznego pomiędzy dwoma potęgami militarnymi, władze państwa polskiego miały obowiązek z czystego rozsądku, rozpocząć działania wojenne z Niemcami w roku 1938 w obronie własnych interesów nie Czechosłowacji. wynika stąd prosty wniosek że w 1939 Polską rządzili ludzie nieodpowiedzialni, bez wyobraźni, krótkowzroczni.
    Nie rozumiem też krytycznej oceny potencjału militarnego Czechosłowacji. Czy to ma być forma usprawiedliwienia dla Polski?
    Trzeba mierzyć potencjał nie tylko w odniesieniu do ilości sprzętu, ale do powierzchni kraju i ukształtowania terenowego oraz liczebności ludności. Obszar Czechosłowacji można by porównać do twierdzy. Teren w większości górzysty, kapryśny pogodowo. Broń pancerna mało przydatna do zdobywania góry uzbrojonej po zęby.
    Kolejny niezbyt trafny argument -drewniane konstrukcje samolotów. Czy samolot aluminiowy czy z drzewa to chyba nie najlepszy argument , przypomnę że brytyjskie samoloty huriccane również były drewniane i nieźle sobie radziły w obronie wielkie Brytanii w 1940 roku, samoloty Moscito zwane latającym meblem z uwagi na to że były w praktyce drewnianą konstrukcją lekkiego bombowca, były tak udaną konstrukcją, że produkowano do końca wojny, bo dzięki konstrukcji były lżejsze i szybsze do tego stopnia że myśliwce III rzeszy nie były w stanie przechwycić tego samolotu.
    Zatem argumenty dotyczące jakości sprzętu nie mają sensu w ocenie szans jakie miałaby wojna przeciw Niemcom sojuszu polsko-czechosłowackiego, bo bilans wskazuje jednoznacznie że ilość broni była podobna po obu stronach ewentualnego konfliktu.
    Pewnie przypomina sobie Pan swoje wykłady dotyczące konfliktów wojennych w których udowadniał Pan że aby podbić sąsiedni kraj agresor musi posiadać co najmniej kilkukrotną przewagę militarną. należy wspomnieć również a brakach surowcowych Niemców.
    Wiec chyba matematycznie można dojść do prostego wniosku że w interesie państwa polskiego było rozpoczęcie działań w roku 1938, lub chociaż postawienie stanowczego ultimatum rozpoczęcia działań wojennych w przypadku jakiegokolwiek naruszenia terytorium Republiki Czechosłowacji. Nie trzeba było też wielkiego wysiłku w kalkulacjach, aby dojść do wniosku że potencjał militarny oraz przemysł Czechosłowacji przejęty przez III Rzeszę obróci się przeciw państwu polskiemu.
    Niestety Pan Beck był kiepskim graczem na arenie międzynarodowej, właściwie to on w pełni odpowiada za klęskę Polski, bo podpalił świat stanowczo za późno w sytuacji która z trudnej stała się właściwie beznadziejna. Niestety to było nasze nieszczęście tego okresu, mieć nieudolnego polityka który wszystko spieprzył.
    Podkreślam jeszcze raz analizując sytuację Niemiec w roku 1938. Niemcy nie były w stanie prowadzić działań wojennych przeciw dwóm obcym państwom jednocześnie, nawet pomimo zajścia faktu aneksji Austrii.
    Uważam za niewłaściwie, usprawiedliwianie przez historyków, polskiej bierności, gdyż to tylko może zaszkodzić Polsce na przyszłość. Polska uznawała się za potęgę militarną, wiec powinna ponosić jakąś odpowiedzialność za sytuację w tym regionie. I w sumie poniosła. została ukarana utratą niepodległości przez 50 lat pod butem sowieckim.
    Powinna zatem przyjąć do wiadomości że popełniła rażące błędy w tym okresie, i wyciągnąć wniosek na przyszłość ,że w przypadku jakiejkolwiek agresji na Czechy Słowację, powinna podjąć stanowcze kroki , łącznie z działaniami wojennymi , bez względu na to jakie panują stosunki między nami a Czechami. W naszym interesie jest by to państwo było niepodległe i przynajmniej jeśli nie naszym sojusznikiem to neutralne w stosunku do nas.

  • romualdszeremietiew napisał(a) komentarz datowany na 2012/10/27 13:57:32:

    Jeżeli przeczytał Pan cały tekst (cz. I i cz. II) to nie pojmuję, jak Pan doszedł do wniosku, że władze polskie były bez wyobraźni, a Polska powinna bronić Czechy przed Hitlerem mimo, że Czesi tego robić nie zamierzali. Cóż z tego, że to mogła być twierdza, skoro nikt jej nie bronił. Miało to zrobić polskie wojsko zostawiając własny kraj bez ochrony???

    Namawia Pan do awanturnictwa o niebywałych rozmiarach. Sudety, gdzie znajdowały się czeskie fortyfikacje i czeskie fabryki uzbrojenia mieliśmy obsadzić naszym wojskiem, odpierać Wehrmacht i pacyfikować henleinowców? Do tego trzeba by jeszcze jakoś spacyfikować Słowaków, odeprzeć Węgrów, czy może Słowację Węgrom oddać no i czy Stalin nie ruszyłby z "pomocą" Czechom.

    Co do jakości uzbrojenia - naprawdę nie wie Pan jaka jest różnica między dwupłatem, a jednopłatem (o drewnianych samolotach nic nie pisałem - skąd to Pan wziął?) To jednak rzeczywiście szczegół, który może i nie miałby znaczenia w przypadku "sojuszu polsko-czeskiego" tylko.... Czesi nie chcieli takiego sojuszu zawierać, oni zawarli sojusz ze Stalinem i marzyli o wspólnej granicy z Sowietami. No i doczekali się. Był nawet taki dowcip: w 1938 Czesi poprosili Sowiety o pomoc, ale telegram szedł zbyt długo i sowiecka pomoc nadeszła w 1968.

  • Gość jackmay napisał(a) z *.dynamic.mm.pl komentarz datowany na 2012/10/27 17:58:44:

    Polska mogła działać tak jak obecnie działa USA. Przypomnieć tu warto rok 1962 i kryzys kubański. stany zjednoczone nie były bezczynne, postawiły wszystko na ostrzy noża i wygrały. Warto również przypomnieć kampanię norweska i francuską, gdzie mamy sytuacje że wysyła się korpus interwencyjny w pierwszym przypadku do Norwegi, w drugim do Belgi i Holandii, oraz wielka Brytania do Francji. Strategia właściwa, wykonanie niestety gorsze, ale logika w tym była. A Polska można powiedzieć w 1938 popełniła polityczne samobójstwo. Żaden polityk polski u władzy nie był w stanie uświadomić sobie że aneksja Czechosłowacji to koniec państwa polskiego.
    Rozwiązanie było proste wysłać 5-6 dywizji na pomoc. Nie sądzę aby Czesi oponowali, skoro liczyli na pomoc Anglii i Francji to nie pogardzili by z pewnością pomocą Polski.
    6 dywizji niby mało, ale przecież na Helu nie było tyle wojska w 1939 a praktycznie nie był ten półwysep do zdobycia (skapitulował sam), dzięki doskonałemu położeniu. Wywnioskować stąd łatwo można że te 100tysiecy żołnierzy mogło by nawet samotnie zatrzymać co najmniej pół milionową armię wroga na terenie dogodnym do prowadzenia działań obronnych, a zapominamy o siłach Czeskich. Sprzęt pancerny w górach mało przydatny jest i dlatego między innymi Czesi nie rozwijali zbytnio tego rodzaju broni.
    Polska z roku 1938 to jest niestety podręcznikowy przykład jak nie należy uprawiać polityki zagranicznej i strategi obronnej państwa . Pan Beck to doskonały przykład niekompetencji który może prowadzić do upadku państwa.
    Co do osłabienia Polski to nie rozumiem, czy lepiej dać się oskrzydlić , czy skrócić linie frontu zajmując częściowo obce terytorium w tym przypadku Czechosłowacji? Niemcy w 1938 nie byli na tyle silni aby prowadzić wojnę z Polską, a co dopiero z koalicją Polsko-Czechosłowacką.
    Moim zdaniem nie byłoby żadnego konfliktu zbrojnego w 1938 roku, gdyby Polska postawiła na ostrzu noża kwestię Czechosłowacji, czyli 1939 roku sytuacja mogła być całkiem odmienna.

    Nie wspominał Pan dosłownie że Czesi mają drewniane konstrukcje, ale wspominając że Polacy mają konstrukcje metalowe, może wywnioskować że Czesi maja drewniane, i owszem ich konstrukcje częściowo były drewniane. Porównując dwupłat i jednopłat które mają tą samą prędkość maksymalną, oczywiście dwupłat jest lepszy bo bardziej zwrotny, zaleta jednopłatów jest ich prędkość kosztem zwrotność i nieco większa prędkość w nurkowaniu. Czyli nasze P-11 nie za bardzo można uznać za lepsze od czeskich konstrukcji, z niemieckimi samolotami zyskiwały na zwrotności,. Wspomina tez Pan o niskiej produkcji Czechosłowacji poniżej 100 samolotów 1938 roku. Polska miała znacznie gorsze wyniki w tym okresie (1938 rok). warto tez wspomnieć że Polska podobnie jak Czechosłowacja co najlepsze sprzedawała za granicę (samoloty P-24 konstrukcja kabinowa nie były na wyposażeniu polskiej armii, cała produkcja szła na eksport).
    Co do namawiania do awanturnictwa to raczej pan Piłsudski namawiał do tego, to w końcu on nakazał że jak się nie da już balansować to należy podpalić Europę. Pozostało zatem właściwa określenie tego momentu. Osobiście uważam że tym krytycznym momentem był to rok 1938, a nie 1939. Pan Beck i polski sztab po prostu zaspał. Owszem wojna miałby z początku charakter lokalny, jeśli by w ogóle wybuchła w tym roku w co wątpię, ale dalej moglibyśmy liczyć na zaangażowanie Wielkiej Brytanii i Francji, jak nie militarne to przynajmniej gospodarcze (dostawy sprzętu wojskowego).

  • romualdszeremietiew napisał(a) komentarz datowany na 2012/10/28 19:09:12:

    Naprawdę nie wie Pan co mówi .... wysłać 6 dywziji do Czech, które tego sobie nie życzą, a Stalin by na nas napadł, bo podbijamy Czechy ... Co Pan opowiada, litości!

    Gdyby Polska zaczęła grozić Niemcom, to Hitler dogadałby się ze Stalinem rok wcześniej, zostawiłby Czechów i uderzył na Polskę. Czesi zadowoleni, że Adolf bierze Polskę w obroty siedzieliby cicho... Jaka koallicja?
    Tak na marginesie, proszę w miejesce Benesza wstawić Becka i wyobrazić sobie, że to on kieruje czeską polityką .... Będzie Panu sympatyczniejszy bo to Czech?
    Proszę jednak poczytać trochę książek i dokumentów.

  • Gość jackmay napisał(a) z *.dynamic.mm.pl komentarz datowany na 2012/10/29 19:03:22:

    A skąd Pan wie że sobie nie życzyli? Nie padła propozycja od strony Polskiej, żadnych gwarancji ze strony państwa polskiego. Losy świata rozstrzygały się w Monachium. Francja się wahała czy ustąpić Hilterowi, ogladając się na Wielką Brytanię. Polska przyglądała się temu biernie, choć mogła doprowadzić do sytuacji patowej i dać gwarancje Czechosłowacji, nienaruszalności jej granic (czyli rezygnacja z Zaolzia również) i zaostrzyć sytuacje w regionie dając do zrozumienia Niemcom że Polska pomoże Czechosłowacji zachować swoja integralność terytorialną. Przypomnę że na szczycie monachijskim Czechosłowacja się nie zgodziła na propozycje, a więc liczyła na pomoc, którą jej ktoś zagwarantował, wiec w czym jest winny ten naród?
    Jest Pan pewny że jeśli Polska by zaproponowała wspólną koalicję to Czechosłowacją by tak po prostu odrzuciła tą propozycję, a Francja i Wielka Brytania , tez by nie zareagowała , gdy sytuacja staje się napięta do tego stopnia że grozi to wojną? Zakładając że wojna wybuchłaby rok wcześniej i Polska została powiedzmy osamotniona bo Czesi by się od tego zdystansowali, należy wziąć pod uwagę fakt ze nasza sytuacja i tak byłaby lepsza, bo potencjał militarny Niemiec byłby pomniejszony o około 30% w stosunku do roku 1939, o brak potencjału militarnego Czechosłowacji. Pogoda w 1938 była nieco bardziej sprzyjająca obronie niż suche lato 1939 roku. ZSRR i tak napadło na Polskę wiec co za różnica że stałoby się to rok wcześniej?
    Problem w tym, że osobiście wierzę, że rok 1938 mógł wpłynąć na poprawę stosunków polsko -czechosłowackich, mało było realne że Niemcy dokonają agresji na dwa państwa których potencjał militarny zbliżony jest do ich potencjału i dogada się z ZSRR w przeciągu kilku miesięcy dokonując agresji w 1938 R nie mając gotowego planu działań na taki zaskakujący wypadek (przypomnę że Niemcy plan inwazji na Polskę zaczęli opracowywać wiosną 1939 r , aby dopiero we wrześniu dokonać napadu). Proszę wziąć pod uwagę że lepiej chyba prowadzić wojnę z wrogiem który nie ma gotowego planu niż przygotowanym do agresji, z krajem który zgromadził odpowiednie ilości zapasów paliwa i surowców, dokonał pełnej mobilizacji. Pozostaje oczywiście kwesta Czechosłowacji , jakby się zachowała w sytuacji gdy Polska ratuje ich przed Niemcami. Historia świata pokazuje że było wiele takich przypadków że dwa czasami nawet wrogie kraje, jednoczyły się by bronić swojej suwerenności. Proszę mieć na uwadze że Czechosłowacja była gotowa do działań zbrojnych, jeśli sojusznicy przynajmniej by zdystansowali się do propozycji Niemiec, a gotowość Polski do udziału w wojnie za Czechosłowację mogło naprawdę skomplikować sytuację Niemiec. Stanowcze NIE Polski w 1938 roku mogło odmienić losy świata.

  • romualdszeremietiew napisał(a) komentarz datowany na 2012/10/29 21:04:24:

    A Pan swoje. Ulega Pan temu co wmawiała przez laty wroga Polsce propaganda. Wystarczy przeczytać trochę dokumentów, są opublikowane, aby wiedzieć, że rząd czeski nigdy nie chciał żadnego sojuszu z Polską. Także w 1938 r. Benesz owszem zawarł sojusz ze Stalinem. A kiedy pojawiły się żądania niemieckie to wysłał do Paryża poufną wiadomość, że ustąpi Hitlerowi tylko świat ma myśleć, że robi to pod przymusem anglo-francuskim. I Paryż na to się zgodził. Naprawdę proszę zdobyć trochę wiadomości jeżeli chce Pan dyskutować o tym zagadnieniu.

  • Gość jackmay napisał(a) z *.dynamic.mm.pl komentarz datowany na 2012/10/30 13:16:05:

    A ja bym sugerował Panu jednak przedstawienie źródła pochodzenia tej nowinki że Benesz rzeczywiście napisał taką notę , w której sformułował że świat ma myśleć że zrobił to pod presją francusko-brytyjską. Nie znam treści tej neto ale jeśli zamiast słowa ma myśleć , jest np. słowo ma wiedzieć to na prawde jest duża różnica. Przypominam że Benesz z wykształcenia był prawnikiem .
    Za przykład, jak to łatwo źle zinterpretować, co ktoś pisze na swoją korzyść może być nota Benesza dotycząca kwestii Zaolzia. W który m interpretuje się wyrażenie "rektyfikacja granic " że Czechosłowacja już nam oddała Zaolzie dobrowolnie, co jest wg mnie kompletną bzdurą. Źródło : www.zaolzie.org/zaolzie2007/200705/PBI200705.htm.
    Przy okazji warto zwrócić uwagę że prezydent Czechosłowacji pragnął nawiązać stosunki z Polską w obliczu zagrożenia, tylko niestety sanacyjna , Polska z panem Beckiem -największym nieszczęściem ówczesnej Polski, nie była przejąc inicjatywy w regionie woląc pozostać dalej pionkiem w grze na płaszczyźnie międzynarodowej. Uważam że zagwarantowanie nienaruszlaności granic Czechosłowacji w roku 1938 (łącznie z obszarami Zaolzia) z jednoczesnym zagwarantowaniem pomocy militarnej Czechosłowacji w przypadku naruszenia ich granic przez Niemcy uchroniło by Czechosłowację przed zaborem w roku 1938 , w znaczny sposób poprawiając sytuację Polski w roku 1939 w przypadku wybuchu drugiej wojny światowej.
    Panu radzę przeanalizować wariant że historia się powtarza, rozpada się unia europejska, NATO, w Niemczech dochodzi do władzy kolejny szaleniec podobny do Hitlera, pogarszają się stosunki z Czechami (np. Czesi ogłaszają neutralność). Następnie Niemcy dobierają się do Czech podobnie jak w 1938 stawiając roszczenia terytorialnie.
    Pytanie czy rozwiązanie ministra Becka, było by sensownym działaniem w takiej sytuacji? Zagarniecie Zaolzia i przyglądanie się jak dokonują się rozbiory sąsiada Polski?

  • Gość MojeZdanie napisał(a) z *.dip0.t-ipconnect.de komentarz datowany na 2013/10/26 21:28:59:

    Witam. Z zainteresowaniem czytam Pana artykuły. Jeśli mógłbym coś dodać lub podać w pewną wątpliwość.. czy Polska miała we wrześniu aż 900 czołgów ?. Toż to były w przeważającej mierze tankietki, których do czołgów zaliczać raczej nie można. Nawet do lekkich.

  • Gość jur napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2014/10/10 21:43:40:

    1938, 15 września, Praga.

    Dr Edvard Beneš do ministra opieki społecznej ing. Jaromíra Nečasa,

    Dotyczy: tajne wytyczne do pertraktacji z francuskimi i angielskimi socjalistami w sprawie wewnętrzno-politycznych zagadnień Republiki. Gotowość do odstąpienia Niemcom hitlerowskim pogranicznych terenów.

    Do Pana Ministra Nečasa!

    1. Nigdy nie dopuścić do tego, by mógł ktoś powiedzieć, że plan został wysunięty przez Czechosłowację.

    2. Wymagana jest całkowita tajność, nie wolno niczego publikować.

    3. Plan musiałby być ustalony tajnie przez Francję i Anglię, po naszym uprzednim oznaczeniu obszarów, które byśmy mogli odstąpić, zachodzi bowiem niebezpieczeństwo, że z chwilą gdy zgodzimy się na zasadę cesji, to oni w rezultacie ulegną Hitlerowi i dadzą mu wszystko.

    4. Cały plan, w gotowej formie musiałby być narzucony Hitlerowi jako ostatnia koncesja wraz z innymi koncesjami.

    5. Oznaczałoby to, że Niemcy otrzymaliby tyle a tyle km naszego terytorium (sam nie wiem ile, ale wynosiłoby to prawdopodobnie od 4 do 6 tys. km naszego terytorium, ale nie trzeba się w tej materii wiązać), pod warunkiem, żeby od nas zabrali przynajmniej 1 500 tys. do 2 000 tys. niemieckich obywateli, przy czym demokraci, socjaliści i Żydzi zostaliby u nas.

    6. Inne rozwiązanie jest niemożliwe, gdyż w innym przypadku powstałaby kwestia rozbioru Republiki. Dlatego też cała koncepcja jest skrajnie niebezpieczna i przy niepoważnym potraktowaniu skończyć by się mogła katastrofą.

    7. Proszę się mieć na baczności, gdyż mogą się do Pana ustosunkować nielojalnie, nigdy nic nie wiadomo.

    8. Przy omawianiu plebiscytu niech Pan zaznaczy, że to może doprowadzić do sytuacji, w której prezydent Beneš musiałby wydać kilka tysięcy demokratów, socjalistów i Żydów na rzeź, jaka miała miejsce w Austrii i gdzie indziej, na barbarzyństwo antysemickich mordów, na hańbę i na obozy koncentracyjne. Tego Beneš nie zrobi. Z chwilą ogłoszenia plebiscytu wszyscy demokraci, socjaliści i Żydzi uciekliby z terenów plebiscytowych i u nas powstałby problem wewnętrznej emigracji i w ten sposób zagadnienie narodowościowe nigdy nie zostanie rozwiązane. Plebiscyt jest po prostu niemożliwością z punktu widzenia technicznego, prawnego i politycznego. Proszę wskazać na mapie jak by po plebiscycie wyglądały kontury naszego państwa i pozycje Niemiec.

    Nie należy mówić, że plan pochodzi ode mnie. Nic nie mówić Osuskiemu i żądać, by z nim na ten temat nie rozmawiano. Zniszczyć niniejszy dokument - dr Edvard Beneš.

    Oryginał dokumentu jest w archiwach brytyjskich. Min. Jaromir Neczas spotkał się we Francji z Leonem Blumem, nie wiem, z kim spotkal się w Wielkiej Brytanii.

  • Gość Pogoda napisał(a) z 185.216.34.* komentarz datowany na 2018/07/12 22:31:19:

    Sat24, Sat 24
    Pogoda, Prognoza pogody
    US National Forecast
    Weather Forecast
    Wetter, Wettervorhersage, Wetterbericht
    Meteo, Previsioni Meteo Italia
    Météo France
    United Kingdom Weather
    Clima de Espana
    Väder
    Australia Weather
    Vr
    Vejr
    Clima


    Clima

    Test prędkości internetu
    Speedtest, Speed Test
    DSL Geschwindigkeit testen
    Test di velocit Internet
    Test de velocidad
    Test de vitesse Internet

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny