Blog Romualda Szeremietiewa

Wpis

poniedziałek, 06 maja 2013

Trudne, możliwe, konieczne...

Adolf Bocheński, wnikliwy analityk procesów geopolitycznych w przedwojennej Europie, opublikował w 1937 roku ważną książkę („Między Niemcami a Rosją”). Zauważył w niej, że polityka zagraniczna wszystkich państw ulega zmianom, często nawet bardzo radykalnym. Na przykładach wykazał, że takim zmianom ulega nawet niezmienna jakoby polityka wielkich mocarstw. Wskazywał, że normalne państwa zwykle rozważają kilka kierunków polityki zagranicznej i dokonują ich wyboru po sprawdzeniu, który będzie najkorzystniejszy. Podkreślał, że przy wyborze nie należy kierować się emocjami lub jakimiś fobiami. Nie należy też zakładać, że drugie państwo będzie nam zawsze wrogie, lub zawsze przyjazne, ale też że jego aktualna postawa będzie niezmienna.

Geopolityczna mapa współczesnej Europy wygląda inaczej niż w okresie poprzedzającym wybuch drugiej wojny światowej.  Nie ma agresywnych reżimów w rodzaju państw Hitlera i Stalina, a narody europejskie połączyły się systemem współpracy politycznej i gospodarczej w ramach Unii Europejskiej. Działa też sojusz polityczno-wojskowy NATO gwarantujący Europie, w tym Polsce, bezpieczeństwo. Można by uznać obecny stan za zadowalający i jak najpełniej jednoczyć Polskę w ramach działających wspólnot. Niestety nie jest to tak oczywiste. Byłoby słuszne, gdyby istniała pewność, że UE stanowi udaną formę współdziałania Europejczyków, a sojusz północnoatlantycki nie traci w Europie zdolności obronnych. Wiemy, że takiej pewności nie ma. Należy przewidywać, że obecny ład międzynarodowy będzie się zmieniał i to nie koniecznie na bardziej przyjazny Polsce.

Podstawy współczesnej polskiej myśli i działania politycznego formowały się w XIX wieku przy braku państwa polskiego. Ukształ­towane w tych okolicznościach wyobrażenie celów narodowych, także sposoby i metody ich osiągania, mimo upływu dwu wieków ciągle powielają się. Polityczne postawy polityków polskich układają się w kilku głównych nurtach. Pierwszy stanowią ci, którzy określają siebie jako realistów. Ten realizm dawniej skłaniał do liczenia się z siłą najbardziej realną - z zaborcami. Brak wiary we własne siły i klęski narodowych zrywów niepodległościowych wskazywały, że właściwą postawą powinno być  podporządkowanie się najeźdźcom prowadzące w sytuacjach skrajnych nawet do kolaboracji.

Drugi nurt łączy zwolenników opierania polityki polskiej o siły zewnętrzne nazywany czasem polityką orientacji, tj. orientowania się na kogoś. Ta koncepcja wychodzi z założenia, że Polacy zbyt słabi na prowadzenie niezależnej polityki stąd muszą zabiegać o protekcję i wsparcie jakiegoś mocarstwa.  Wówczas spełniając oczekiwania protektora, wykazując swoją przydatność dla jego polityki można będzie budować mniej lub bardziej suwerenny własny byt - Księstwo Warszawskie z nadania cesarza Napoleona, lub Królestwo Polskie pod panowaniem cara Rosji. Tak rozumował w 1945 roku lider PSL Stanisław Mikołajczyk sądząc, że po akceptacji dotkliwych sowieckich żądań zbuduje za zgodą Stalina quasi suwerenne państwo polskie. Z lepszym efektem ten sam model działania zastosował komunista Władysław Gomułka, gdy w 1956 roku dochodził w PRL do władzy z projektem „polskiej drogi do socjalizmu”. Podobny sposób uprawiania polityki - podporządkowania się silniejszym - jest charakterystyczny dla ludzi obecnie rządzących Polską.

Niekiedy słyszy się, że wspomniana wyżej metoda wynika z położenia Polski i jest jedyną możliwą polityką. Nie jest to prawda. Istnieje bowiem droga suwerennego kierowania się polskim interesem narodowym tworząc własny ośrodek siły, który będzie partnerem dla mocarstw i podmiotem na światowej scenie politycznej. Nie należy mylić klienckiej polityki orientacji z zawiązywaniem sojuszy. Sojusz jest potrzebny dla realizowania własnych interesów i przestaje obowiązywać, gdy tym interesom nie służy. Sojusz staje się orientacją, gdy okazuje się, że jego utrzymanie staje się ważniejsze od interesów strony, która go zawarła. W okresie drugiej wojny światowej tak właśnie zmieniał się sojusz Polski z mocarstwami zachodnimi. W końcu wojny władze RP mogły tylko składać prośby i jednostronne deklaracje, które potężni sojusznicy lekceważyli.

Poznając meandry polskiej polityki można spostrzec, że w przeszłości stanowisko niezależne w relacjach międzynarodowych zajmował Józef Piłsudski i tym śladem usiłował po latach zmierzać prezydent Lech Kaczyński. Poza tym koncepcja niepodległościowa była i ciągle jest słabo zakorzeniona w ośrodkach kierujących państwem polskim. To dla Polski zły prognostyk.  Wprawdzie przy wyborze kierunków polityki zagranicznej postawa niezależna nie ułatwia zadania, ale pozornie łatwiejsze klejenie się do obcych potęg może doprowadzić Polskę, tak jak wiele razy w historii, do katastrofy.

W grudniu 2012 roku prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin w orędziu do narodu powiedział: „Najbliższe lata będą decydujące, wręcz przełomowe dla Rosji i całego świata, który wkracza w epokę radykalnych zmian, a być może nawet wstrząsów.” I dodał:Powstaje grunt dla nowych konfliktów o charakterze gospodarczym, geopolitycznym i etnicznym.”
Słowa te o tyle są znamienne, że przywódcy Federacji Rosyjskiej nie ukrywają chęci odbudowania mocarstwowej potęgi Rosji w świecie i chcą przede wszystkim osłabić dominującą pozycję USA. Te dążenia Kremla znajdują często zrozumienie w Berlinie i Paryżu. To zaś oznacza, że Polska może ponownie znaleźć się w geostrategicznym położeniu „między Niemcami a Rosją”, a geopolitycznie być może gorszym niż w roku 1939, gdyż nie będzie mogła liczyć na jakiekolwiek wsparcie Zachodu. 

Bardzo trudne

Prezydent Rosji we wspominanym orędziu mówił nie tylko o gwałtownych zmianach w polityce światowej. Wspominając o planach podkreślił, że Rosja "musi też nie tylko zachować, ale zwiększyć swoją geopolityczną atrakcyjność. Musi być potrzebna swoim sąsiadom i partnerom.” Pojawia się w tym miejscu ważne pytanie: czy Rosja zamierza wykazywać „geopolityczną atrakcyjność” także wobec Polski, i co to może dla Polski oznaczać?

Dobre relacje z Rosją mają dla nas podstawowe znaczenie, ale są trudne do wyobrażenia zważywszy nie tylko na przeszłość, ale także obserwując współczesny kształt stosunków polsko–rosyjskich. Elity rosyjskie rysują wizje wielkiej wspólnoty euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku, ale rola Polski w tych zamiarach jest ignorowana. Tymczasem stworzenie takiej wspólnoty napotyka na dwie przeszkody; Polskę i Ukrainę. Rosja przy pewnym wysiłku zbrojnym, i... braku reakcji NATO, mogłaby te przeszkody usunąć, jednak dla sąsiadów Rosji to nie byłby efekt „atrakcyjny geopolitycznie”.

Jednocześnie sytuacja wydaje się beznadziejna, bowiem dla Ukrainy i Polski bliższe związki z Rosją skutkowałyby utratą suwerenności. Jeśli więc Rosja chciałaby realizować swoje plany euroazjatyckie działając w zgodzie z Polską, a nie przeciw niej, to powinna rozważyć inny wariant postępowania. Musiałby zadbać, aby Polska stała się rzeczywistym partnerem, a nie pozbawionym znaczenia przedpolem Niemiec, na którym Rosjanie będą starali się stworzyć jakieś własne polityczne przyczółki.

Polska mogłaby uzyskać podmiotową pozycję w stosunkach z Rosją tylko w jednym przypadku – po odtworzeniu wielonarodowej Rzeczypospolitej. Musiałoby się to jednak stać przy aprobacie Rosji, a nie wbrew niej. Czy to jest możliwe?

W 1803 roku książę Adam Czartoryski zaprzyjaźniony z Aleksandrem I przedstawił carowi memoriał "O systemie politycznym, jakiego winna trzymać się Rosja". Proponował w nim odebranie Prusom Mazowsza, Poznańskiego, Pomorza i Śląska, złączenia ich z Polską centralną oraz z litewsko-ruskimi ziemiami dawnej Rzeczypospolitej. W wyniku tego miało powstać państwo połączone unią personalną z Rosją pod berłem Aleksandra, który stał by się królem Polski. Początkowo wydawało się, że car zaaprobował propozycje księcia. W 1804 powierzył mu nawet funkcja ministra spraw zagranicznych Rosji. Jednak ośrodki wrogie Polakom na dworze petersburskim, głownie niemieckie, doprowadziły do dymisji ministra, a z czasem także sam car zarzucił projekt odbudowy Rzeczypospolitej. Wówczas nie udało się. Czy współcześnie istnieją mocniejsze przesłanki by rozważyć realizację dawnego planu księcia Czartoryskiego?

Ukraina i Białoruś dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że nie chcą być w granicach Rosji. Demonstruje to nawet współpracujący z Moskwą prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka. Na Białorusi i na Ukrainie pojawia się nostalgia za dawną Rzeczypospolitą traktowaną jako polsko-litewsko-ruski związek państw. Z Mińska i Kijowa można więc wyobrazić partnerską wspólnotę Białorusi i Ukrainy z Polską (Речь Посполита). Na białoruskich forach internetowych w ubiegłym roku toczyła się dyskusja nad sposobami zawiązania konfederacji białorusko-polskiej i doproszenia do niej Ukrainy. Podnoszono, że wspólne państwo (ponad 93 mln ludności, 1 124 tys. km kw. powierzchni i PKB – łącznie 734,8 mld dolarów) byłoby poważnym potencjałem na europejskiej scenie politycznej.

Wydaje się, że odbudowa Rzeczypospolitej dałaby liczne korzyści zarówno Polsce, jak i Rosji nie degradując znaczenia Białorusi i Ukrainy. W przypadku Rosji mogłaby ona dzięki Białorusi i Ukrainie przynależących do Wspólnoty Niepodległych Państw uzyskać bezpośrednią drogą do UE – wystarczyłoby nadać polskie, czyli unijne, obywatelstwo Białorusinom i Ukraińcom. Wraz z tym pojawiłaby się w Europie Środkowej rzeczywista szanse zbudowania wspólnoty gospodarczej i politycznej, o której mówi Władimir Putin. Rzeczpospolita byłaby bowiem miejscem, gdzie świat UE spotkałby się i realnie współpracował ze światem WNP. Tego nie da się zrobić ponad głowami Polaków, omijając Europę Środkową i współpracując tylko z Niemcami. Jest też jeszcze jedno uwarunkowanie, które warto Rosjanom przypominać. W XX wieku Rosja dwa razy graniczyła z Niemcami i dwa razy Niemcy na Rosję napadły. Obudowa wielonarodowej Rzeczypospolitej pozostającej w dobrych stosunkach z Rosją upewnia, że więcej takich napaści nie będzie.

Kreml może lekceważyć Polskę, ale bez względu na jej wielkość i znaczenie musi dostrzegać, że dla Rosji jest ona kluczem do Europy. W przeszłości Rosja usiłował ten klucz brać siłą i w konsekwencji zawsze przegrywała. Jest wymowne, że w ciągu dwustu lat najpierw po rozbiorach Rzeczypospolitej nastąpił rozpad imperium rosyjskiego, a za drugim razem po zwycięstwach Stalina doszło do zawalenia się bloku sowieckiego i... zachodnie granice Rosji wróciły tam, gdzie były w XVIII wieku.  Jakie wnioski wyciągnęła z tego Moskwa – jeszcze raz ruszy zbrojnie na zachód?

Zdaję sobie sprawę, że odbudowa wielonarodowej Rzeczypospolitej jako sojusznika Rosji dla wielu Polaków i dla wielu Rosjan będzie trudne do wyobrażenia. Równie trudne w realizacji. Przyznać też trzeba, że w obecnej polityce rosyjskiej, a zwłaszcza w tym co zdarzyło się między Polakami a Rosjanami w przeszłości trudno przyjąć, że jest to realne. Zważywszy jednak na wagę sprawy dla bezpieczeństwa Polski i Europy warto sprawdzić, czy istnieją szanse na taką radykalną zmianę wzajemnych relacji polsko-rosyjskich.

Chyba możliwe?

Innym kierunkiem polskiej polityki zagranicznej wartym rozważenia, być może rokującym większe szanse na sukces niż w przypadku Rosji, jest południe i w konsekwencji bliska współpraca z Niemcami. Obecny polski rząd podchodzi do tej współpracy kapitulancko i nie tylko minister Radosław Sikorski deklarujący gotowość podporządkowanie się Berlinowi, ale także oponent jego polityki publicysta Rafał Ziemkiewicz głoszący, że Polska  już - być może -nie ma szans na zachowanie suwerenności i w obawie przed Rosją powinna wybrać przysłowiowe „mniejsze zło”, schronić się do strefy niemieckiej.

Z większym optymizmem na rolę Polski patrzy premier Węgier Viktor Orban. Polityk węgierski powiedział w wywiadzie dla portalu „Fronda”: "Kiedy w lewicowej prasie węgierskiej czytam krytyki pod adresem Polski, że ma aspiracje, by 'na nowo stać się regionalną potęgą Europy Środkowej', to wtedy głośno mówię do siebie: 'No wreszcie!'." Idąc za wskazaniem Orbana wydaje się możliwym, wspólne z Węgrami, przekształcenie bezbarwnej i anemicznej Grupy Wyszehradzkiej w ściślejszą wspólnotę. Tradycje związków po dawnej monarchii Austro-Węgierskiej, która była niegdyś sojusznikiem Niemiec, odgrywa pozytywną rolę w politycznych wyobrażeniach południowych sąsiadów Polski, także na terenie Polski, w dawnej Galicji. Ten sentyment mógłby stanowić płaszczyznę porozumienia. Należałoby się przy tym zastanowić, czy do współpracy nie można też zaprosić Rumunii i Austrii. Zacieśniając związki w takim związku państw otrzymalibyśmy potencjał liczący ok. 92 mln ludności, prawie 856 tys. km kw. powierzchni i 1 556 mld dolarów PKB (Rosja – 1 840 mld dolarów). Wówczas można byłoby nie tylko zapewnić bezpieczeństwa dla Europy Środkowej i zagwarantować silny wpływ w UE, ale także zwiększyć wagę regionu w polityce USA na czym państwom Grupy Wyszehradzkiej zależy.

Zapewne przeszkodą w stworzeniu postulowanego związku będzie postawa Czech, które w istocie separują się od Grupy Wyszehradzkiej; mogą też mieć negatywny wpływ trwające ciągle podskórne węgierskie pretensje terytorialne, głownie wobec Rumunii o Siedmiogród.  Nie są to jednak przeszkody nie do pokonania. Jeśli więc udałoby się stworzyć na bazie Grupy Wyszehradzkiej związek państw prowadzący wspólną politykę gospodarczą i obronna wówczas można by też pomyśleć o ścisłej współpracy w Niemcami. Najlepiej w ramach zmodyfikowanego Trójkąta Weimarskiego, gdzie Polskę powinien zastąpić reprezentant wyszehradzkiego związku państw. Na ostatnim posiedzeniu premierów państw Grupy Wyszehradzkiej w Warszawie zjawili się kanclerz Niemiec i prezydenta Francji - czy to tylko przypadek?   

Konieczne?

Trzeci możliwy kierunek polityki polskiej rysuje się na północy Europy. Od wielu lat Skandynawowie rozwijają między sobą wszechstronną współpracę. Ostatnio została ona rozszerzona na państwa nadbałtyckie oraz Islandię i Wielką Brytanię Na jednym ze spotkań w Londynie, w styczniu 2011 roku, premier Wielkiej Brytanii mówił do przywódców Islandii, Norwegii, Finlandii, Szwecji, Danii, Litwy, Łotwy i Estonii: „Sojusz oparty na wspólnych interesach może się stać siłą napędową rozwoju gospodarczego całego regionu”. Rejon Arktyki, gdzie zwłaszcza Duńczycy, Norwegowie i Brytyjczycy mają oparcie, staje się ważny gospodarczo. Zmniejszająca się pokrywa lodowa ułatwia dostęp do złóż ropy i gazu, które stanowią tam nie mniej niż 25 proc. światowych zasobów. Arktyka może przy tym stać się areną potencjalnego konfliktu bowiem o prawo do eksploatacji złóż zabiega Rosja. W regionie arktycznym notuje się znaczną obecność rosyjskich sił morskich a jednocześnie samoloty wojskowe Rosji nagminnie naruszają przestrzeń powietrzną Wielkiej Brytanii i Skandynawii.

Uczestnicy londyńskiego szczytu oficjalnie rozmawiali o współpracy gospodarczej, jednak eksperci uważają, że na północy Europy powstaje nieformalny sojusz polityczny i obronny. Dr Gunilla Herolf  ze Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) podkreśla, że powodem współpracy są kwestie obronne w tym niepokój związany z wydatkami na zbrojenia w Rosji. Istnieje więc świadomość rosyjskiego zagrożenia, co może być mocnym spoiwem potencjalnej wspólnoty.

Znamienne, że w tym samym styczniu 2011 roku w polskich mediach pojawiła się wiadomość, że Szwecja zaniepokojona rosyjskimi zakupami okrętów we Francji rozważa sojusz wojskowy z Polską. Indagowany w tej sprawie rzecznik prasowy MON odpowiadał, że Polska nie otrzymała takiej propozycji. Jednocześnie ówczesny minister obrony Bogdan Klich - sądząc z informacji agencji Reuters - dystansował się od pomysłu sojuszu. Nie musiałby chyba odcinać się od nieistniejących propozycji? Jednocześnie, wg amerykańskiej agencji Stratfor,  Estonia taki sojusz ze Szwecją zawarła.

Prezydent Estonii, Toomas Hendrik Ilves uważa, że Polacy z racji doświadczeń historycznych lepiej niż inne duże narody dostrzegają zagrożenia i podkreśla, że Polska powinna wziąć na siebie odpowiedzialność za cały region środkowoeuropejski.. „Polska to nadzieja dla wszystkich małych krajów" deklaruje estoński przywódca. 

Stworzenie na północy Europy swoistego bloku nordyckiego z inspiracji i z udziałem Polski mogłoby spełnić postulat prezydenta Estonii. Byłaby to poważna siła: liczyłaby ponad 133 mln ludności (Rosja 143 mln) z łącznym PKB 4 679 mld dolarów, tj. 2,5 razy większym od PKB Rosji i przeważający nad PKB Niemiec (3 306 mld USD) nie wspominając o Francji (2 555 mld dolarów). Także w wydatkach na obronę – ponad 103 mld dolarów stworzony blok zająłby w świecie pozycję nr 2, za USA i górowałby nad Rosją.  Silnym partnerem bloku nordyckiego byłyby bez wątpienia Stany Zjednoczone.

Jako ograniczenie w wytyczaniu kierunków polityki Bocheński wykazywał na powszechną wśród ludzi skłonność do wnioskowania z teraźniejszości o przyszłości, która jest przecież niewiadoma. Podnosił ponadto, że niewielu polityków korzysta z doświadczeń minionych pokoleń, gdy stosunkowo wielu opiera się na doświadczeniach własnych. I konstatował, że najwięcej jest takich, którzy nie korzystają z żadnych doświadczeń, nawet z własnych. 

Adolf Bocheński był zwolennikiem angielskiej zasady, że wieczne są tylko własne interesy, nie ma natomiast wiecznych wrogów, tak jak nie ma wiecznych przyjaciół. Ta prawda z trudem dociera do ludzi.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
romualdszeremietiew
Czas publikacji:
poniedziałek, 06 maja 2013 15:38

Polecane wpisy

  • Proces z truchłem

    Dawno temu w lipcu 2001 roku, w dzienniku „Rzeczpospolita” na pierwszej stronie ukazał się wielki tytuł „Kasjer z MON” oraz moje zdjęcie

  • Łyżka dziegciu

    W książce "Resortowe dzieci" znalazłam na str. 241 coś takiego: "Bardzo ciekawie wyglądała również lista posiadaczy akcji A Polskiej Korporacji Handlowej. Znal

  • Bóg się rodzi, moc truchleje ....

    Życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenie. Niech Jezus Chrystus przychodząc na świat przyniesie nam -zgodę i wzajemne zrozumienie, - mądre wybory w wielkich i mał

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • andrzejaltenberger00 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/06 20:47:34:

    Interesujacy artykul ale nie bioracy pod uwage tego, ze Polska nie jest juz panstwem samodzielnym ale niemiecka kolonia rzadzona od lat przez niemieckich agentow wplywu. Jest to sytuacja analogiczna do sytuacji Polski Ludowej i PRLu , kiedy takze bylismy pod administracja kontrolowana przez mocarstwo okupujace. Wtedy byl to ZSRR teraz NRF ale wszystko co uleglo zmiane to kierunek agresji. ZSRR usilowal podbic Europe zachodnia a UE ma apetyt na polskie ziemie przedrozbiorowe czyli Bialorus i Ukraine.

  • romualdszeremietiew napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/06 21:10:16:

    Nie ma Pan racji. Pamiętam dobrze okres PRL, a wyrosłem i wychowałem się w Legnicy nazywanej wtedy małą Moskwą. To jednak nie było porównywalne, czy podobne do obecnego położenia Polski w UE, gdzie Niemcy mają dużo do powiedzenia, ale nie tyle ile miały Sowiety, gdy Polska była "najweselszym barakiem w obozie".
    No i kierunek "agresji"? Naprawdę Pan uważa, że UE (Berlin) chce kolonizować Białoruś i Ukrainę? Jak przez bałtycką rurę Nord Strimu?

  • andrzejaltenberger00 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/06 23:50:26:

    Jako staruszek pamietajacy jeszcze czasy okupacji sytuacje w PRLu znam dobrze bo spedzilem w nim polowe zycia. Widze, ze ma Pan zludzenia co do roli Gomulki czy Gierka i samodzielnosci Polski pod ich przywodstwem ale nie ma Pan w tym racji. Polska komunistyczna miala soje drobne "polityki" ale komunisci polscy byli calkowicie zalezni od ZSRR. Bez poparcia Moskwy nie utrzymali by sie ani chwili i zdawali sobie z tego sprawe.
    Podobnie jest teraz z rzadami po 1990 roku. Bez dotacji UE (czyli niemieckich pieniedzy) nie istnieja rzady PO , PiS czy wczesniej SLD i UW. Mamy do czynienia z rzadami marinetkowymi, ktore robia wszystko co zazadaja ich mocodawcy. Dlatego zreszta mielismy taka rabunkowa polityke ekonomiczna. Co zas do natarcia na wschod to przeciez widzimy w ktora strone przesuwaja sie granice UE i kto finansuje rozne kolorowe rewolucje. Owszem Niemcy i Rosja czasowo maja lepsze stosunki gospodarcze ale to mialo miejsce i przed II Wojna Swiatowa. Sa to taktyczne zagrywki do czasu gdy rozpocznie sie otwarty kryzys polityczny.

  • romualdszeremietiew napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/07 14:27:14:

    Nie mam żadnych złudzeń co do tego czym była PRL. Nie pamiętam okupacji bo urodziłem się w 1945 r., ale w 1989 r. miałem za sobą 43 lata i kilka lat w peerelowskim więzieniu więc coś tam dostrzegłem. Nie wiem skąd Pan wziął oskarżenie mnie, że uważam PRL za jakiś niezależny byt. Proszę przeczytać kilka moich tekstów na tematy historyczne, zajrzeć co w życiu robiłem i nie wypowiadać nieuzasadnionych poglądów.
    A co do ofensywy Zachodu - byłoby lepiej, żeby w Polsce nie było Solidarności, czy jak?

  • andrzejaltenberger00 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/07 16:25:45:

    Alez oczywiscie znam Panskie poglady gdyz jestem wiernym czytelnikiem! Zawsze tez sobie staram odswiezyc biografie ludzi , ktorzy mnie interesuja stad ten cytat z Wiki "W okresie PRL był członkiem Stronnictwa Demokratycznego (do 1970) i Stowarzyszenia "Pax" (do 1976), zasiadał w Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Lesznie z ramienia tej ostatniej organizacji[1]. Działał w organizacjach opozycyjnych, poczynając od konspiracyjnego "Ruchu". W 1976 należał do założycieli ROPCiO. W 1979 był jednym ze współzałożycieli Konfederacji Polski Niepodległej, z której odszedł w 1985, zakładając Polską Partię Niepodległościową. Od 1981 do 1984 był pozbawiony wolności za prowadzoną działalność opozycyjną, zwolnienie uzyskał na mocy amnestii."

    O Solidarnosci nic nie wspominalem gdyz jej rola w obaleniu systemu komunistycznego byla znikoma. Chodzi mi o niefortunna polityke post-okraglostolowa, ktora doprowadzila do pokojowego podbicia Polski w sytuacji gdy byla istotnie szansa na odzyskanie niepodleglosci - Obaj nasi najwieksi wrogowie byli trapieni przez wewnetrzne trudnosci i daliby wiele aby utrzymac spokoj na tym teatrze rozgrywki. Trzeba bylo przeprowadzic czystke, dekomunizacje oraz wystapic z zadaniem zwrotu Kresow. Zamiast tego zalegalizowaliscie uwlaszczenie nomenklatury komunistycznej oraz wyprzedaz polskiego przemyslu zachodowi. W ten sposob Niemcy osiagnely znowu zabor terytorialny podobny do tego z 1940 roku.

  • romualdszeremietiew napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/08 09:08:00:

    Jednak nie zna Pan moich poglądów skoro pisze: "Zamiast tego zalegalizowaliscie uwlaszczenie nomenklatury komunistycznej oraz wyprzedaz polskiego przemyslu zachodowi."
    Proszę mnie łaskawie nie wpisywać do tego magdalenkowego towarzystwa. Ponadto chyba Pan nie wie, że ugrupowania takie jak moja Polska Partia Niepodległościowa nie miał żadnych szans, aby skutecznie przeciwstawić się układom okrągłego stołu bo WIĘKSZOSC Polaków to akceptowała.
    "Trzeba bylo przeprowadzic czystke, dekomunizacje oraz wystapic z zadaniem zwrotu Kresow. Zamiast tego zalegalizowaliscie uwlaszczenie nomenklatury komunistycznej oraz wyprzedaz polskiego przemyslu zachodowi." Ano trzeba było i do tego nawoływałem, ale było to wołanie na puszczy.
    Wiedzę na mój temat nie musi Pan czerpać z Wikipedii. Może też stąd www.szeremietiew.pl polecam też np. www.polonus.mojeforum.net/tutaj-post-vp958.html#958

  • andrzejaltenberger00 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/08 15:40:10:

    Nie analizuje Pana postawy jako polityka w PRLu i III RP :

    "W rządzie Jana Olszewskiego został mianowany (w 1992) wiceministrem obrony, od maja do czerwca tego samego roku tymczasowo kierował resortem po urlopowaniu Jana Parysa. Należał do współzałożycieli Ruchu dla Rzeczypospolitej organizowanego przez byłego premiera. W grudniu 1993 część działaczy wybrała go na przewodniczącego tej partii, co doprowadziło do wewnętrznego rozłamu i funkcjonowania dwóch ugrupowań pod nazwą RdR (partia Romualda Szeremietiewa działała później jako Ruch dla Rzeczypospolitej - Obóz Patriotyczny).

    W latach 19972001 z ramienia Akcji Wyborczej Solidarność sprawował mandat posła na Sejm III kadencji, wybranego w okręgu Radom. Pod koniec kadencji był posłem niezrzeszonym. Należał do FOChD i z jego ramienia bez powodzenia kandydował w 2001 do Senatu.

    W rządzie Jerzego Buzka pełnił ponownie stanowisko wiceministra obrony."

    Ale trudno zaprzeczyc temu, ze byl Pan czescia problemu i w zwiazku z tym spoczywa na Panu odpowiedzialnosc czesciowa za zaszlosci III RP. Wiekszosc Polakow nie rozumie ani nie rozumiala sytuacji jaka istniala w opozycji PRL-owskiej ani tego co sie dzialo i dlaczego tak a nie inaczej w czasie III RP.

    Hitler swego czasu powiedzial: "W perspektywie historycznej zaden narod nie dostal nigdy podarunku z wolnosci i jesli ta wolnosc nic go nie kosztowala, to zaden tez narod nie zdolal jej utrzymac! Wolnosc ma wysoka cene i ludzie musza walczyc aby ja utrzymac." (Kongres NSDAP , 1935).
    A byl to polityk, ktory wiedzial co mowi!

  • Gość napisał(a) z *.internetia.net.pl komentarz datowany na 2013/06/06 21:33:51:

    Najlepszy byłby mix tych 3 wariantów może oprócz Wielkiej Brytanii - jest daleko i jak już pokazała historia dość luźno podchodzi do podpisanych zobowiązań względem partnerów - jeśli ma taki interes to potrafi sprzedać sojusznika.
    A więc blok krajów:
    Dania, Norwegia, Szwecja, Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Białoruś, Ukraina, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia
    ma wspólny interes w trzymaniu na dystans Niemiec i Rosji.
    Wspólny blog gospodarczo-polityczno-wosjkowy byłby bardzo wskazany- np. wspólne programy wojskowe, ujednolicone uzbrojenie, powszechne przeszkolenie wojskowe jak w Finlandii, możliwości powszechnej mobilizacji przeszkolonych cywilów jak w Szwajcarii lub w Izraelu. Byłby jak źdźbło w oku Niemiec i Rosji i o to chodzi.
    Należało by tylko pozbyć się mniejszości muzułmańskich ze Skandynawii i nie importować ludności obcej kulturowo - niech Europa Zachodnia dalej brnie w swoje chore multi-kulti.

    scpetyk

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny