Blog Romualda Szeremietiewa

Wpisy

  • wtorek, 29 stycznia 2013
  • piątek, 14 grudnia 2012
  • sobota, 08 grudnia 2012
    • W Izraelu są Izraelczycy

      Jeden z blogerów po przeczytaniu mojego tekstu na temat polskiej polityki zagranicznej napisał: „Pozwoliłem sobie zadać pytanie: - Czy uważa Pan ze polska dyplomacja podjęła właściwą decyzję, wstrzymując się od głosu w sprawie Palestyny na ostatnim ZO ONZ. odpowiedz otrzymałem "Moim zdaniem nie powinniśmy się angażować po stronie palestyńskiej bowiem w interesie Polski jest istnienie państwa Izrael." Autor tekstu "A po Grossie jest "Pokłosie" pisze że w interesie Polski jest istnienie państwa Izrael.? Jak mam to rozumieć? Co to za interes? Co Polska na tym zyska? Pytam Pana, jako byłego posła, ministra i kandydata na, prezydęta RP.” Wprawdzie nie aspiruję do stanowiska prezydenta RP (rozumiem, że pisanie „prezydęta RP” to literówka i nic więcej), ale postaram się na pytanie odpowiedzieć.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      romualdszeremietiew
      Czas publikacji:
      sobota, 08 grudnia 2012 14:25
  • środa, 14 listopada 2012
    • Kto stawia lisom zadania!

      W minioną niedziele 11 listopada w stolicy Polski przeszedł kolejny raz wielki Marsz Niepodległości. Media reżimowe dwoiły się i troiły (udział osób trzecich?) by dowieść, że w Warszawie było kilka podobnych liczebnością marszy; socjalistów w liczbie kilkudziesięciu, którzy paradowali bez „socjaldemokratów” z SLD; następnie pochód podobno tysiąca „antyfaszystów”, zdaje się łącznie z osłaniającymi ich policjantami, przy czym policjantów było tam więcej niż od tych ochranianych „antyfaszystów”; wreszcie był przemarsz prawomyślnych manifestantów spod znaku kotylionowego Bronka z gen. Ścibor-Rylskim, który w PRL zamienił swoją bohaterską służbę Ojczyźnie na Służbę Bezpieczeństwa i byłym endekiem Gertychem, którego „Gazeta Wyborcza” chciała kiedyś wkładać do wora, a wór do jeziora.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Kto stawia lisom zadania!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      romualdszeremietiew
      Czas publikacji:
      środa, 14 listopada 2012 09:32
  • środa, 07 listopada 2012
  • sobota, 03 listopada 2012
  • środa, 31 października 2012
  • piątek, 26 października 2012
    • W tym ambaras! (cz. II)

      Armia "pijarem" silna

      Jak dysonans brzmią w tym kontekście powtarzane powszechnie do dziś opinie o dużej sile czechosłowackiej armii, a zatem ogromnych możliwościach obron­nych republiki. Również w Polsce wiele napisano o świetnej czeskiej broni pancernej, potężnej artylerii i dobrym lotnictwie, a wszystko to oparte było na danych publikowanych przez czeskich historyków. Dokładniej­sza analiza tych danych ujawnia jednak duże sprzeczności w upowszech­nianych informacjach i sporą przesadę w ocenach.

      Podawano, iż Czechosłowacja zmobilizowała w 1938 r. armię liczącą około 2 - 2,2 mln żołnierzy (45 dywizji - w tym 4 szybkie i 2 zmotoryzowane). Już te miliony zastanawiają, do dziś bowiem pozostało tajemnicą, w jaki sposób małe stosunkowo państwo, ob­ciążone licznymi mniejszościami narodowymi, było w stanie zmobilizować wielką liczebnie armię (ponad 14% ludności – światowy rekord). Naprawdę Czechom udało się zebrać trochę ponad milion żołnierzy (rezerwiści czescy i słowaccy) w 43 wielkich jednostkach o różnej wartości bojowej. Wypada przy tym zapytać, dlaczego Praga skapitulowała przed 39 dywizjami niemieckimi (1,2 mln żołnierzy)? Jesienią 1938 r. Niemcy zamierzały wystawić 80 dywizji (3,3 mln żołnierzy), ale musiał liczyć się z zagrożeniem ze strony Francji i Polski. Dlatego przeciwko Czechom Niemcy mogli użyć około połowy posiadanych wojsk.

      Wiadomo, że czeskie wojsko wspierało 3200 dział, czyli o kilkaset mniej niż było ich w Polsce, ale o polskiej artylerii nikt jakoś nie napisał, że była potężna. W czeskiej artylerii występowała duża różnorodność dział i były one głównie starszych typów, przestarzałe. Opracowano prototypy nowe dział, ale ich produkcji nie zdołano uruchomić przed 1938 r. Jeżeli obrona przeciwpancerna i przeciwlotnicza wyglądała nieco gorzej - jak napisał Ma­rian Zgórniak w pracy o wojskowych aspektach kryzysu czechosłowackiego - to można było sobie wyobrazić, ile dział przeciwpancernych i przeciwlotniczych wypadało na każdą z czeskich dywizji. Ponad połowa z nich nie miała zresztą żadnej artylerii przeciwpancernej, ani przeciwlotniczej (Czesi mieli np. 250 dział plot. różnych kalibrów, gdy w Polsce było 384 działa, w tym 261 nowoczesnych armatek Boforsa 40 mm).

      W broni pancernej nie było lepiej Armia czeska miała 558 wozów bojowych (łącznie czołgi z samochodami pancernymi), gdy w Polsce było około 900 czołgów i 100 samochodów pancernych. A więc siła czeskiej „szybkiej” dywizji nie mogła być zbyt wielka - tylko dwie z nich miały etatowe stany czołgów. Przy czym podstawowy czołg czeski LT vz. 35 cieszył się złą sławą wśród pancerniaków ze względu na fatalną jakość tanich lub źle dobranych materiałów oraz wadliwy montaż fabryczny.

      Podobnie wyglądało lotnictwo –  Czesi mieli ponad 1500 samolotów (w pierwszej linii około 840), w Polsce było ponad 1700 samolotów (w pierwszej linii około 750). W Czechach i w Polsce lotnictwo składało się z maszyn konstruowanych w pierwszej połowie lat trzydziestych, przy czym Czesi mieli jeszcze na uzbrojeniu myśliwce dwupłatowe i bombowce nie nadających się do działań wojennych. W Polsce były już całkowicie metalowe myśliwce jednopłatowe i wchodzące właśnie na uzbrojenie nowoczesne bombowce.

      Czeskie mysliwce Avia B 534 szyb. maks. 370 km/h

      Polskie myśliwce P-11 (szyb. maks. 370 km/h)

      Zakłady lotnicze w Polsce, które trzeba było budować od podstaw były w stanie w 1938 r.  produkować ponad sto samolotów miesięcznie, a istniejące od początku republiki czeskie fabryki poniżej stu samolotów.

      W Czechach wytwarzano dużo broni, ale ... na eksport. Wytwórnie czeskie znajdowały się w czołówce światowego handlu bronią, np. w 1936 r. w kolejności: Francja  - 21, 2% Wielka Brytania – 19,5%, a po nich jako trzecia Czechosłowacja – 15,4%,  dystansując Niemcy – 10,6% i USA – 8,6%. Dla czeskich fabrykantów sprzedaż broni za granicę była ważniejsza od zaopatrzenia własnej armii. Zamówiony przez wojsko nowy czołg LT vz. 38 nie dotarł do jednostek bowiem wcześniej realizowano zamówienie na takie czołgi do Szwajcarii, Iranu i... Peru!

      Nawet słynne fortyfikacje czeskie, biorąc pod uwagę koszt ich budowy (7 mld koron - 1,5 mld złotych) i długość za­grożonych granic (około 3 tys. kilometrów), nie wyglądały imponująco. Pomijając fakt, że fortyfikacje nie zdały egzaminu w czasie ostatniej wojny, trzeba pamiętać, że Polska planowała koszt kilometra umocnień na swojej granicy zachodniej na 2 mln złotych, Czesi zaś wydali na kilometr około 0,7 mln złotych (kilometr linii Maginota 30 mln złotych).

      Czeska doktryna wojenna miała charakter defensywny i przewidywała pasywną, kordonową obronę kraju na liniach umocnień. Nieprzyjaciel mógł więc skoncentrować przeważające siły na wybranym odcinku i przełamać linię obrony, co dla strony czeskiej oznaczałoby militarną katastrofę. Przyjęty fatalny plan obrony był wynikiem niskich kwalifikacji czeskiej generalicji, o czym meldował swoim przełożonym francuski attache wojskowy. Jan Wisniewski w pracy „Armia Czechosłowacka w latach 1932-38” napisał: „Unikając ocen czy stawiania cenzurek poszczególnym generałom trzeba stwierdzić, że większość wyższych dowódców nie była w pełni przygotowana do czekających ich zadań w momencie realnego zagrożenia czy konfliktu.”

      Trudno zupełnie negliżować wartość armii czeskiej, należałoby jednak widzieć ją we wszystkich uwarunkowaniach. Wypadałoby też za­chować większą dozę ostrożności przy podawaniu różnych danych świadczących o czeskiej potędze. Gdyby było tak, jak piszą dziś niektórzy historycy, to czeski minister obrony gen. Jan Syrovy nie musiałby mówić, że w 1938 r. republika mogła dać się zabić albo popełnić samo­bójstwo.  Koła wojskowe Czechosłowacji zdawały sobie sprawę z kiepskiego położenia geostrategicznego i wi­działy jakie znaczenie dla obrony kraju może mieć współpraca i sojusz ż Polską, ale nie one decydowały o polityce państwa czeskiego.

      Hajda „wielka czwórka”

      Podporządkowanie Czechosłowacji było w planach Hitlera kolejnym etapem na drodze do przygotowania agresji na Francję. Podbita Czechosłowacja miała też stano­wić środek do wymuszenia lojalnej postawy Polski. Po łatwym opanowaniu Austrii Hitler, ośmielony ustępliwością mocarstw zachodnich, postanowił uczynić następny krok. Tym razem sprawa była trudniejsza. Na celowniku było państwo większe i silniejsze od Austrii, cieszące się politycznym poparciem Francji i znajdujące się w sojuszu z Rumunią, Jugosławią oraz ZSSR. Wariant oderwania Sudetów od Czech był więc, obiektywnie rzecz biorąc, mało realny - tak przynajmniej myśleli wątpiący w polityczne talenty Hitlera niemieccy generałowie. Okazało się inaczej.

      Konferencja w Monachium stanowiła logiczną konsekwencję linii politycznej obranej przez Pragę w okresie dwudziestolecia. Zgodnie z zasadą, że najłatwiej płaci się interesami najwierniejszego sprzymierzeńca, Paryż poświęcił suwerenność i niepodległość państwa kierowanego przez „najwybitniejszego polityka Europy Środkowej”, jak nad Sekwaną nazywano Beneśa.

      „Wielka czwórka” z Monachium:  Chamberlain, Daladier, Hitler i Mussolini

      Stanowisko Polski w dniach kryzysu czechosłowackiego wywołuje ciągle wiele sporów. Znana i odwzajemniana niechęć Becka do Beneśa oraz wkroczenie wojsk polskich na Zaolzie zdają się sugerować współdziałanie z Niemcami. Istnieje jednak sporo przesłanek wskazujących, że Polska działała samodzielnie. W momencie gdy zarysowała się groźba konfliktu czesko-niemieckiego, na zapytanie wystosowane przez prezydenta Mościckiego do prezydenta Beneśa, czy Czechosłowacja będzie się bronić, z dodatkiem, że gdyby tak było, Polska zaangażuje się po jej stronie, Beneś odpowiedział po kilku dniach, że Czechosłowacja szans obrony nie ma i że chwyci za broń tylko w razie wykonania sojuszu wojskowego przez Francję, podkreślając jednak, że sama inicjatywy wojskowej nie podejmie. W Warszawie oceniono tę odpowiedź jako uzgodnioną ze Związkiem Sowieckim.

      Kapitulacja Zachodu i błyskawiczny upadek Czechosłowacji zaskoczył ministra Becka, który nie chciał zbyt wcześnie angażować kraju w konflikt. „Beckowi szło nie tylko o neutralność, czy też zbrojną neutralność w klasycznym tej instytucji znaczeniu - pisze Stefania Stanisławska (Polska a Monachium) - ale o pozostawienie sobie możliwie długo wolnej ręki w razie konfliktu i możliwie najlepszej sytuacji przetargowej, póki do konfliktu nie doszło, zachowując sobie możliwość przyłączenia się do jednej z antagonis­tycznych stron”. Stwierdzenie to wydaje się prawdziwe, jeśli doda się, że mimo wszystko Beck wiedział, po której „antagonistycznej stronie” powinna opowiedzieć się Polska. Sprawa dotyczyła więc terminu, a nie wyboru stron konfliktu.

      Kierunek polityki polskiej formułował Beck następująco: „W Europie kształtować się poczynają przeciwstawne sobie osie: Rzym -Berlin i Pa­ryż-Londyn. Jedną z zasad naszej polityki jest nie wiązać się z żadnym z bloków”. Minister sądził, że sprawa sudecka nie jest zagadnieniem zwrot­nym w stosunkach między mocarstwami bowiem Czecho­słowacja nie podejmie obrony, a Anglia i Francja będą starały się wymuszać na Czechach ustępstwa. Również ZSSR - według ministra - ograniczy się do dyplomatycznych protestów. W tej sytuacji Polska jedyne co może zrobić to rewindykować Zaolzie. Całą akcję należy jednak tak przeprowadzać, zalecał Beck, aby Polska „nawet w sposób pośredni” nie znalazła się w roli sojusznika Hitlera. Gdyby przewidywania te nie potwierdziły się i gdyby jednak doszło do powszechnego konfliktu w obronie Czechosłowacji - konkludował Beck - wówczas linia polityczna Polski powinna ulec zmianie w ciągu 24 godzin.

      Stanowisko Becka znajdowało potwierdzenie w raporcie radcy poselstwa czechosłowackiego w Warszawie Jana Prochazki (2 IX 1938). Dyplomata pisał, że polski minister w rozmowie z posłem litewskim Kazysem Śkripą powiedział: „Polska nie podejmie niczego, co utrudniłoby naszą [ĆSR - R.Sz.] sytuację, chociaż ma interesy w Cieszyńskiem”.

      Gotowość zmiany stanowiska potwierdzała treść noty Becka wręczonej ministrowi spraw zagranicznych Francji Bonnetowi (24 V 1938) przez am­basadora Łukasiewicza. Polski minister przypomniał, że w przeciwieństwie do Francji Polska nie ma żadnych zobowiązań traktatowych wobec Czechosłowacji, która zresztą takich zobowiązań ze strony polskiej nie chciała. Dawał w ten sposób do zrozumienia, że inicjatywę w sprawach czeskich powinien przeja­wiać Paryż, a nie Warszawa. Dodał też, że rząd polski może mieć pretensje do polityki czeskiej na Zaolziu, a mimo to: „w razie powstania konfliktu o szer­szym charakterze wynikałaby stąd sytuacja nowa, co do której rząd polski musi sobie zarezerwować możność zbadania decyzji”. Jaka będzie decyzja Polski, gdyby Francja wystąpiła w obronie Czechów, mówił następny punkt noty: „Będąc zmuszonym poczynić powyższe zastrzeżenie, potwierdzam jedno­cześnie, jak 7 marca 1936 r., gotowość polską wypełnienia zobowiązań sojusz­niczych w ramach istniejących umów oraz gotowość przyjaznej dyskusji na temat wszystkich nowych zjawisk, opartej na wzajemnym zrozumieniu interesów Polski i Francji”. W 1936 r. kiedy Hitler zajmował zdemitaliryzowaną Nadrenię Polska deklarowała Francji wykonanie zobowiązań sojuszniczych  w razi zbrojnej kontrakcji Francji przeciwko Niemiec. Wreszcie Beck oświadczał, że odprężenie między Warszawą a Pragą byłoby możliwe po przyznaniu mniejszości polskiej w Cze­chosłowacji praw, jakimi „dysponuje mniejszość najbardziej uprzywilejowana”.

      Nic o nas bez nas

      W dokumencie Becka nie było słowa o zamiarze oderwania Zaolzia czy wspierania znanych już żądań Berlina. Przypomnienie stanowiska Polski z 1936 r. i sugestie, że „szerszy konflikt” wpłynąłby na zmianę stanowiska Polski, dawały dużo do myślenia. Ciekawie skon­struowany był też postulat praw dla mniejszości polskiej. Wynikało z niego, że każde zaostrzenie na odcinku niemieckim, czytaj: uszczuplenie praw mniejszo­ści najbardziej uprzywilejowanej (Niemców), oznaczało minimalizowanie pol­skiego żądania. I odwrotnie, ustępstwa na rzecz Niemców miały powodować wzrost żądań Polski. Beck starał się wymusić w Pradze wolę oporu w stosunku do Berlina.

      Tak umiarkowany postulat polskiego ministra musiał wynikać między innymi z informacji, którymi dysponowały władze polskie po wizycie wysłan­nika prezydenta Beneśa w Polsce Wacława Fiali. Według Beneśa Zaolzia chciał tylko Beck, wobec tego wystarczyło dogadać się z opozycją, izolować i usunąć Becka, aby naród polski poparł Czechosłowację. Zgodnie z tymi dyspozycjami Fiala rozmawiał wyłącznie z opozycją. Zaczął od narodowych demokratów. Rozmówcami wysłannika Beneśa byli Roman Rybarski, Zygmunt Berezowski, Kazimierz Olechowicz i Stanisław Stroński. W interesującej Pragę sprawie (Cieszyn) Fiala usłyszał z ust Olechowicza: „Opinia polska uznałaby obronę Czechosłowacji [przez Polskę - R.Sz.] przed zwrotem Zaolzia za zdradę wobec mniejszości polskiej na Śląsku”. Przedstawiciele ludowców - wśród nich Maciej Rataj - oświadczyli, że przychylne nastawienie Polski do Czech będzie niemożliwe, dopóki Praga nie obieca zwrotu Śląska Cieszyńskiego. Przywódca PPS Mieczysław Niedziałkowski zastrzegł, że bez zwrotu Zaolzia Czesi nie powinni myśleć o współpracy z Polakami. W podobny sposób wypowiadali się politycy chadeccy. Rezultat misji Fiali przedstawiony w jego piśmie do Beneśa wy­glądał następująco: „Wszyscy, wszyscy bez różnicy politycy polscy, z którymi spotkałem się, mówili mi o tym, że musimy we własnym interesie pójść na ustępstwa w stosunku do mniejszości polskiej w okręgu cieszyńskim i spełnić jej żądania”.

      A więc problem Zaolzia nie mógł być sposobem na usunięcie Becka. Czy on sam, wiedząc o tym, chciał pokazać Pradze, iż jego warunki były lepsze od tego, czego żądałaby polska opozycja? Bo jego formuła była niewątpliwie do przyjęcia tak w Paryżu, jak i w Pradze. Charakterystyczne, że Bonnet, pisząc pamiętniki, nie wspomniał o propozycji Becka o gotowości wypełnienia przez Polskę zobowiązań sojuszniczych w razie obrony Czechosłowacji przez Francję.

      Dwa dni przed wspomnianym wyżej spotkaniem ambasadora Łukasiewicza z Bonnetem w Paryżu pozbawiono złudzeń ambasadora Czechosłowacji - zachodni sojusznicy wymuszali na Pradze ustępstwa, a to paraliżowało możliwości działania Czechosłowacji. Praga, przyjmując więc formułę Becka, pogorszyłaby swoje położenie, gdyż do ustępstw na rzecz Niemców musiałaby dodać „takie same prawa” dla ludności polskiej. Przy stanowisku Paryża i Londynu żądanie polskie prowadziło więc, po ustąpie­niu Sudetów Niemcom, konsekwentnie do zwrotu Zaolzia.

      Dnia 21 września o godzinie 17.00 rząd w Pradze przyjął w sprawie cesji Sudetów na rzecz Berlina plan anglo-francuski. Sytuacja stawała się jasna - obrony Czechosłowacji nie będzie.

      Cieszyn: Polacy na Zaolziu witają kwiatami wojsko polskie. Pocztówka z listopada 1938 r. - "Śląsk Zaolziański wraca do Polski". Zdjecie za "Expressem Porannym", reprodukcja: M. Skorupski/Agencja FORUM

      Dwie godziny później czeski minister Kamil Krofta otrzymał notę polskiego rządu, w której Warszawa domagała się załatwienia żądań polskich w taki sposób, jak uczyniono to z żądaniami niemieckimi. Po kilku dniach oddziały polskie, dowodzone przez generała, Władysława Bortnowskiego, przekroczyły most na Olzie. Terytorium państwa polskiego powiększyło się o 1871 km2. Rejon ten miał bardzo wysoką wartość gospodarczą ze względu na swoje zasoby węgla i hutnictwo. Po przyłączeniu Zaolzia produkcja stali w Polsce wzrosła o 38%, surówki o 67%, wyrobów walcowanych o 47%, koksu 0 55% - było to poważne wzmocnienie potencjału Rzeczypospolitej.

      Wbrew Niemcom

      Polskie władze uważały, że Czechosłowacja realizuje koncepcję polityczną Beneśa, który gwarancje bezpieczeństwa własnego kraju widział we wspólnej granicy z Rosją Sowiecką. W Polsce pamiętano słowa prezydenta Masaryka z 1920 r.: „Na Ruś Węgierską (Podkarpacką) patrzymy jako na tymczasowy depozyt Rosji, który przy pierwszej sposobności jej zwrócimy”. Dla Polski nie mogło być wątpliwo­ści, w jakich warunkach może się pojawić sposobność zwrotu tego „depozytu” Rosjanom. Dlatego Warszawa popierała mniejszość polską, dążenia Słowaków i węgierski rewizjonizm, wymierzony w całość terytorialną Czechosłowacji. Czechy bez Słowacji nie musiałyby przecież szukać wspólnej granicy z Rosją.

      W 1938 r. zemścił się srodze brak realizmu w stosunkach polsko-czeskich, głównie brak realizmu po stronie czeskiej! 

      W listopadzie 1938 r. prasę obiegła wiadomość, że jeden z ministrów Republiki Czeskiej złożył w praskim senacie wniosek o pociągnięcie do odpowiedzial­ności karnej Beneśa „za przeciwdziałanie zbliżeniu z Polską w okresie, gdy Warszawa była skłonna do nawiązania współpracy”.

      Zachowania Polski w okresie kryzysu sudeckiego nie byli pewni ci, z którymi Beck rzekomo współdziałał. Ambasador Moltke pisał w swym raporcie (lipiec 1938 r.) o celach polityki polskiej. „Nie ulega wątpliwości, że Polacy wykorzystają wszelką możliwość, a zwłaszcza wszelką słabość Niemiec, aby otrzymać nowe gwarancje i zapewnienie w wyżej podanych sferach interesów [Litwa, Zaolzie - R.Sz.]. Jednakże nawet dotrzymawszy takie korzyści, Polska zawsze będzie postępowała tak, jak jej dyktować będą własne interesy. Byłoby nawet błędem liczyć na świadczenie wzajemne w wypadku ciężkiej dla nas sytuacji”.

      Postawa Warszawy wywołała niezadowo­lenie i obawy w Berlinie. W rozkazach wydanych przez Oberkommando des Heeres (OKH) w lipcu 1938 r. stwierdzano, że w wypadku ataku polskiego na Niemcy należy trzymać obronne umocnienia na granicy polskiej aż do czasu pokona­nia Czechów i później uderzyć całością sił na Polskę. I pomyśleć, że jeszcze na początku maja 1938 r. w tym samym OKH zakładano polską pomoc wojskową na wypadek wojny z Czechosłowacją - oczywiście pomoc dla Niemców.

      W Polsce poważnie liczono się, że pozostawienie Zaolzia może dać Hitlerowi sposobność do gry o włączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy. W kontekście powyższego warto wspomnieć o słynnym liście Beneśa do polskiego prezydenta deklarującym wolę współpracy. W dniu 22 września, a więc na tydzień przed „Monachium” Beneś przedkładał Polsce ofertę „wyrównania problemu polskiej ludności w Czechosłowacji (...) na płaszczyźnie zasady rektyfikacji granic.” Mościcki w odpowiedzi (27.09.1938) podnosił, że kwestia Zaolzia rzeczywiście utrudnia „polepszenie atmosfery między naszymi krajami.” Następnie czeski minister spraw zagranicznych Krofta w liście do polskiego ambasadora Papée 30.9.1938 (w dzień po „Monachium”) zaoferował, aby przejęcie przez Polskę Śląska Cieszyńskiego nastąpiło „najwcześniej 31 października, a najpóźniej 1 grudnia” (1938 r.). Widzimy więc, że to strona czeska, na cały tydzień przed Monachium, jako pierwsza, i z własnej inicjatywy, zaproponowała Polsce przejęcie Zaolzia, oferując jednak terminy, w których Niemcy miałyby dosyć czasu, aby wejść na Zaolzie To zaś dałoby Hitlerowi możliwość zaproponowania Polsce transakcji: Zaolzie za Gdańsk.

      Polskie władze obawiały się, że Hitler może na takie rozwiązanie uzyskać poparcie Anglii i Francji i na następnej konferencji „monachijskiej czwórki” Polska zostanie pozbawiona dostępu do morza. To dlatego natychmiast po konferencji w Monachium, na Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się narada najwyższych władz państwa, z prezydentem Mościckim, na której uznano, że Polska nie może godzić się na dyktaty. Wtedy też, postanowiono wystosować ultimatum do rządu Czechosłowacji z żądaniem niezwłocznego przekazania Polsce Zaolzia.

       *****

      Satyryk we fraszce napisał, że cały w tym ambaras, aby dwoje chciało na raz. Przed 1938 e. Czechosłowacja nie chciała zawierać sojuszy z Polską.  Rzeczywistość była jednoznaczna: Czesi w większości, a zwłaszcza ich polityczni przywódcy, nie chcieli walczyć z Niemcami. Czy mimo to Polska miała samotnie, bez Francji, wystąpić zbrojnie przeciwko Niemcom w obronie Czechosłowacji, do tego wbrew woli jej władz? A może powinna była zapomnieć o Polakach za Olzą, zostawić Niemcom ważny dla jej bezpieczeństwa węzeł kolejowy Bogumin (czes. Bohumín) oraz huty i kopalnie Zaolzia?  To są przecież pytania retoryczne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „W tym ambaras! (cz. II)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      romualdszeremietiew
      Czas publikacji:
      piątek, 26 października 2012 19:10
    • W tym ambaras! (cz. I)

      Przy okazji kolejnej rocznicy wybuchu II wojny światowej trochę zamieszania narobiły spekulacje, czy władze Polski postąpiły słusznie odrzucając żądania Hitlera w sprawie Gdańska i Pomorza. W prasie i Internecie wysypała się lawina opinii i wypowiedzi. Często zresztą wypowiadający się mimo braku wiedzy śmiało wytykali błędy „sanacji”, wiedzieli co powinni byli zrobić marszałek Śmigły i minister Beck i potępiali ich w czambuł, że tego nie zrobili.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „W tym ambaras! (cz. I)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      romualdszeremietiew
      Czas publikacji:
      piątek, 26 października 2012 18:58
  • sobota, 20 października 2012

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny