Blog Romualda Szeremietiewa

Wpisy

  • sobota, 22 września 2012
  • piątek, 31 sierpnia 2012
  • czwartek, 23 sierpnia 2012
  • sobota, 18 sierpnia 2012
  • sobota, 11 sierpnia 2012
    • Tarcza Potiomkinowska

      „Zbudujcie sobie tę tarczę we Francji albo we Włoszech, wybudujcie ją sobie, gdzie tylko chcecie, ale nie umieszczajcie jej w Polsce ani w Czechach.” Władimir Putin Oficjalne stanowisko Rosji jest takie, że zbudowanie „tarczy antyrakietowej” przez USA zagrozi bezpieczeństwu Rosji. Wojskowi rosyjscy podnoszą, że antyrakiety można uzbroić w głowice jądrowe i przekształcić je z defensywnego w środek ofensywny. Teoretycznie jest to możliwe. Jednak słowa Putina wskazują, że Rosjanom nie tyle o „tarczę” chodzi, ale o to, gdzie ona ma być rozmieszczona. We Francji lub Włoszech, , a proszę bardzo, powiada prezydent Rosji, w Polsce i Czechach - niet! Tymczasem zasięg balistycznych pocisków rakietowych, jakie miały być instalowane na terenie Polskie sprawia, że z Francji lub Włoch mogą one stanowić potencjalnie większe zagrożenie dla Rosji, niż umieszczone w polskim Redzikowie. O co więc tak naprawdę chodzi Rosjanom?
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Tarcza Potiomkinowska”
      Tagi:
      Autor(ka):
      romualdszeremietiew
      Czas publikacji:
      sobota, 11 sierpnia 2012 20:45
  • niedziela, 05 sierpnia 2012
    • Absurdyzm tropiciela absurdów

      Marek Adam Grabowski publicysta i licencjat filozofii UW ogłosił 3 sierpnia br. artykulik „Absurdalność apologii absurdu”.
       

      Pojawienie się kolejnego krytyka Powstania Warszawskiego nie byłoby niczym nadzwyczajnym, jest ich ciągle bez liku, ale w tym razem w roli pogromcy gen. „Niedżwiadka” występuje człowiek młody (25 lat) więc z racji przekonania, że Polskę mogą zmienić tylko młodzi doszedłem do wniosku, że warto tekstem pana Grabowskiego zająć się.

      Zdjęcie z konserwatyzm.pl
      Pisze on tak (zamieszczam całą notkę):
      Upór ludzi nie zna granic. Niektórzy stają na głowie, żeby udowodnić istnienie UFO. Inni natomiast nie popuszczą, jeśli nie dowiodą, że Powstanie Warszawskie było najgenialniejszym pomysłem strategicznym w historii świata. Przez lata ci ludzie argumentowali: ,,Gdyby armia radziecka nam pomogła to byśmy wygrali”, ,,Przywódcy powstanie nie mogli wiedzieć, że Stalin nam nie pomoże”, ,,Winni są nie powstańcy, lecz Armia Czerwona, która nie przekroczyła brzegu Wisły”, ,,Przy założeniu, że komuniści mogli przejść na druga stronę Wisły i nam pomóc, powstanie miało sens”. Nie biorą ci ludzie pod uwagę faktu, że skoro tak się nie stało to pomysł był zły oraz że Stalin był jak Hitler agresorem, a nie nielojalnym sojusznikiem.
      Ostatnio jednak pojawiły się nowe argumenty w stylu: ,,Dzięki powstaniu Ruskie nie przeszły na drugą stronę Wisły”, ,,Zatrzymaliśmy Stalina”. Rozumiem więc, że celem Powstania Warszawskiego była nie walka z Niemcami, ale zatrzymanie Armii Radzieckiej i temu właśnie służyły działania ruchu oporu (również tego komunistycznego!).  Jest to o tyle kuriozalne, że Stalin mógł przecież Warszawę ominąć (tak jak Niemcy linię Maginota). Zadziwiające jest, że Stalin sam zachęcał do powstania, które (niby) spowodowało, że nie zdobył połowy Europy. Naprawdę Powstanie Warszawskie, gdyż po pierwsze spowodowało, że na teranie Warszawy nie działał WiN, a po drugie było dla niego zwycięstwem propagandowym (mam tu na myśli słyną odbudowę Warszawy).  
      Co  jednak najważniejsze widzimy, że obydwa argumenty za powstaniem  przeczą sobie na wzajem. Ludzie zdecydujcie się w końcu i odpowiedzcie na dwa pytania:
      A) Czy dowództwo Powstania Warszawskiego chciało sojuszu z Stalinem (przeciwko Niemcom), czy też uważało go  za głównego wroga?
      B) Czy dobrze się stało, że czerwoni nie przekroczyli Wisły czy nie?    
      Najzwyczajniej gubicie się w tych wywodach. Wasze wychwalanie Powstanie, tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że gen. Anders miał rację, nazywając powstanie ,,Zbrodnią”!
       
      Autor nie wymienia z nazwiska tych co uważają, że „Powstanie Warszawskie było najgenialniejszym pomysłem strategicznym w historii świata”, ale stara się ustawić w kącie przekonanych o wartości powstańczego zrywu wykazując, jak sądzi, absurdalność tego, co oni głoszą. No bo najpierw twierdzili, że Powstanie wygrałoby, tylko Sowieci nie pomogli, a teraz, że dzięki Powstaniu zatrzymano ofensywę sowiecką na Zachód. Odkrywczo wywodzi, że Stalin był naszym wrogiem, a nie lojalnym sojusznikiem sugerując, że dowódcy AK o tym nie wiedzieli. Następnie zadaje dwa dobijające - jak sądzi – pytania i obwieszcza za gen. Andersem, że Powstanie to była „zdrada”, nie mówi kogo Powstańcy zdradzili.
       
      No więc najpierw te pytania.
      Pierwsze. Dowództwo Powstania Warszawskiego nie mogło „chcieć” sojuszu z Sowietami bo Stalin zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem, któremu to Dowództwo podlegało. Rząd RP usiłował wszelkimi sposobami ten stan zmienić, ale Stalin polskie próby wznowienia stosunków ignorował. Strona polska liczyła na wsparcie aliantów - wykazując im, że AK walczy z Niemcami (Akcja „Burza”) zdoła się wymusić na Sowietach zmianę stanowiska. Stąd wymyślono pokraczną formułę, Sowiety „sojusznik naszych sojuszników”, któremu pomagamy mimo, że on tego nie chce. Była to rozpaczliwa próba wyjścia z katastrofalnego położenia. Sytuacja w której nie było dobrego wyjścia. Zdaje się, że nawet absolwent filozofii UW nie poradziłby sobie z takim kłopotem.
       
      Pytanie drugie. Dla Warszawy oczywiście byłoby lepiej, gdyby „czerwoni” pomogli Powstaniu. Wprawdzie dowódcy AK, nie tylko gen. Okulicki „Niedźwiadek” zostaliby najpewniej wymordowani przez NKWD, ale miasto nie byłoby tak zniszczone, jak po Powstaniu i Warszawiacy w swojej masie by przeżyli. Niebezpieczeństwo było tylko takie, że gdyby natychmiast ruszyła sowiecka ofensywa na Berlin, to zapewne całe Niemcy byłyby sowieckie. To jednak spekulacje więc przyjmijmy, że dla mieszkańców Warszawy i stojących jeszcze w sierpniu 1944 budynków wejście „czerwonych” doraźnie byłoby czymś lepszym Pisał poeta porucznik Józef Szczepański (zginął w Powstaniu):
      Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
      byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
      byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci,
      była zbawieniem witanym z odrazą
      Tego też absolwent filozofii zdaje się nie rozumieć.
       
      A teraz jak to było z tym Powstaniem co to „było na rękę Stalinowi”. To nie było tak proste, jak się panu publicyście wydaje.
      Warszawa z Delegaturą Rządu, Komendą Główną i warszawskim zgrupowaniem AK była dla Stalina poważnym kłopotem. Pacyfikacja takiego ośrodka wymagała znacznych sił bezpieczeństwa i byłaby trudna do przełknięcia dla aliantów. Jednocześnie trwała Akcja „Burza” i Sowieci wiedzieli, że podziemie, nie tylko AK, jest realną siłą, chociaż słabo uzbrojoną. Sowiecki wywiad miał jednak informację, że w ramach „Burzy” nie są przewidziane działania wojenne na terenie Warszawy. Powstał wtedy u Sowietów plan, aby sprowokować jakąś akcję zbrojną oskarżając dowództwo AK, że nie chce walczyć z Niemcami i w ten sposób opanować Warszawę. Kierownictwo PPR wiedziało jakie są nastroje w stolicy. Radio Moskwa, skąd nadawała radiostację Kościuszko w lipcu zaczęło wołać:
      Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska sowieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko. W Białymstoku burzyli wszystko przez sześć dni. Wymordowali tysiące naszych braci. Uczyńmy, co tylko w naszej mocy, by nie zdołali powtórzyć tego samego w Warszawie. Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół Krajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przysyłajcie wiadomości, pokazujcie drogi. Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność.”
      Sowieci rozrzucali z samolotów ulotki nawoływali ludność Warszawy do ataku na Niemców. Bezpośrednio przed powstaniem rozwiesili w Warszawie afisze informujące, że przedstawiciele polskiego rządu uciekli z Warszawy i władzę nad siłami zbrojnymi przejmuje współpracujący z komunistami komendant Polskiej Armii Ludowej. Była to zamierzona prowokacja prowadząca do niekontrolowanego wybuchu, a w efekcie do rzezi ludności Warszawy oraz opanowania miasta przez Sowiety. Sowieci sądzili, że żołnierze AK nie otrzymując rozkazu do walki spontanicznie podejmą bój i wówczas wojska sowieckie i komunistyczna agentura (PPR) zajmą Warszawę. Wybuch Powstania podjęty na rozkaz Komendanta AK był więc zaskoczeniem dla Stalina i jedyne co mógł on zrobić to poczekać, aż ono upadnie. Stalin chciał powstania, ale pod sowiecką kontrolą, to nie miało to być powstanie polskie. Polskie wstrzymywało ofensywę na Berlin, a więc nie było dla Sowietów korzystne.
      Niemcy ze swej strony planowali zbudowanie umocnień (100 tys. Warszawiaków miało ryć okopy) i obronę do upadłego „Festung Warschau”. Wbrew więc temu co sądzą krytycy Powstania stolica Polski byłaby starta z powierzchni ziemi stąd dlatego opowieści, że gdyby nie Powstanie stolica by ocalała, a jej mieszkańcy byliby wśród żywych można między bajki włożyć.
      Niemcy i Sowieci uzyskali dzięki Powstaniu pewne doraźne korzyści (Niemcy – wstrzymanie sowieckiej ofensywy, Sowieci – destrukcję polskiego ośrodka niepodległościowego), ale Niemcy nie wiedzieli, że taki będzie efekt Powstania, a Stalin w rezultacie tego co się stało stracił możliwość zajęcia całych Niemiec.
       
      Powstanie zakończyło się klęską więc była to nasza przegrana, ale była to przegrana DORAŹNA. Starałem się wykazać, że cel/powód dla którego podjęto walkę, niepodległość, został w końcu osiągnięty. Stało się to możliwe m.in. dzięki skutkom jakie Powstanie przyniosło w Europie. To starałem się wykazać w moim tekście „Pójdziemy w bój – zwycięstwo Warszawy”.
       
      Warto ciągle przypominać niedowiarkom słowa sowieckiego marszałka Wasyla Czujkowa: ,,Wojnę można było zakończyć pół roku wcześniej - nie w maju 1945, ale do grudnia 1944, gdyby nie decyzja Stalina wstrzymująca I Front Białoruski w sierpniu 1944. (...) Moglibyśmy dojść dalej na Zachód, nie do Berlina i nad Łabę, ale aż do Renu. Los wojny potoczyłby się inaczej.” Los Polski też, czego młody filozof nie może zrozumieć.
       
      I jedno słowo na temat opinii gen. Andersa.  Generał zakładał szybki i absolutnie nieuchronny wybuch III wojny światowej z ZSRR. Anglii i USA. Do tej wojny przygotowywał wojsko i zależało mu, aby jak największe siły zgromadzić. Rolę istotną miało odegrać podziemie w Polsce. Likwidacja dowództwa i warszawskiego korpusu AK w wyniku Powstania było więc dla jego planów zdarzeniem bardzo niekorzystnym i stąd tak ostra ocena Powstania. 
       
      Autor tekstu krytykującego Powstanie w pogoni za absurdami sam zabrnął w absurdyzm.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Absurdyzm tropiciela absurdów”
      Tagi:
      Autor(ka):
      romualdszeremietiew
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 sierpnia 2012 22:14
    • Jak odmrozić sobie uszy

      Zaklasyfikował Pan mój tekst o Powstaniu Warszawskim jako „dość kuriozalny”, co nie jest pozytywną oceną. http://coryllus.salon24.pl/438019,nie-ratujmy-wiecej-europy W niezbyt jasny sposób usiłował Pan przedstawić mój pogląd, że Powstanie Warszawskie było ważnym wydarzeniem w historii Europy i miało wpływ na przyszłą przegraną Sowietów.

      Nie dostrzega Pan, że swoje opinie staram się formułować nie rozstrzygając jednoznacznie spraw, w których nie mam pewności jak było; np. nie napisałem: „Roosvelt to prawdopodobnie sowiecki agent”, ale, że według pewnych źródeł uważany był za kryptokomunistę. Kryptokomunista zaś nie musiał być agentem. Mógł być tylko kimś w rodzaju leninowskiego „pożytecznego durnia”. Ponadto realizowana przez Roosevelta polityka oczywiście „musiała być w jakiś sposób zgodna z interesem amerykańskim”. I była. USA chciały uzyskać pozycję dominującego mocarstwa w świecie zachodnim i celem ich polityki było m.in. osłabienie brytyjskiej potęgi imperialnej. Sowiety marginalizujące europejskie potęgi, a będące niejako „z innego świata”, pośrednio pomagały Amerykanom uzyskać tę przewagę na Zachodzie, i co się zresztą stało.
       
      Mapa Gomberga była narzędziem propagandy, ale powstała i została opracowana wraz z zasadami nowego ładu światowego w środowisku wpływowej Council on Foreign Relations. W tym miejscu niech Pan poszuka powodów misji niejakiego Józefa Retingera w okupowanej Polsce.
       
      Pomijając Pański brak wychowania („Szeremietiew chrzani”) nie potrafił Pan wskazać jakiej to niby „odpowiedzi na to pytanie”(?) udzieliłem „mimochodem” i do tego „jakoś tak bez przekonania”, która do tego jeszcze „burzy całkowicie koncepcję jego [czyli mojego] tekstu”.
      Pisze Pan bowiem tak: „Powstańcy uratowali Europę przed Stalinem i to jest ten zysk wypracowany przez Powstanie. Ja zaś mam pytanie takie; czy można już tak nie chrzanić? Czy można wreszcie zrozumieć, że krew i życie tysięcy Polaków to w najlepszym razie, w grze mocarstw była jakaś blotka, że Powstanie ważne jest dla nas, a oni mają je w nosie? I na nic się zda gadanie, że oni uratowali Europę. A niech by jej w cholerę nie ratowali.”
      Pan po prostu pomylił skutek z przyczyną. W Warszawie 1944 Powstańcy nie walczyli w cudzym interesie, ale w obronie prawa Polaków do niepodległego bytu. To była przyczyna wybuchu Powstania. Natomiast z racji tego jak zachowali się Sowieci, Niemcy i alianci uzyskano skutek - wstrzymanie przez Stalina ofensywy na Zachód i utratę przez Sowiety szansy opanowania zachodniej Europy. Dzięki temu można było później, po zachodniej stronie Łaby, zbudować pod kierownictwem katolika Adenauera demokratyczne państwo niemieckie RFN, wdrożyć Plan Marshala, sformować NATO i EWG (katolicy de Gasperi, Schuman i Adenauer), był tandem Reagan – Thatcher, papież Jan Paweł II i... w efekcie krach bloku sowieckiego.
       
      W Powstaniu Warszawskim „krew i życie tysięcy Polaków” poświęcono w POLSKIM NARODOWYM INTERESIE! Europę ratowaliśmy zaś przy okazji, i też w NASZYM, a nie „ich” interesie, no chyba, że wolałby Pan razem z wszystkim narodami europejskimi siedzieć w sowieckim łagrze. „Oni” na Zachodzie mogą to mieć w nosie, ale w naszym interesie trzeba „im” uświadamiać jakie były skutki Powstania, aby zrozumieli jaką ważną dla bezpieczeństwa kontynentu rolę odgrywa Polska. Mamy też problem z naszym położeniem geograficznym. Jeśli chcemy zachować niepodległość Polski musimy jej bronić, a skoro nasi wrogowie napierali jak dotąd głównie od wschodu, także wschodu północnego i południowego (Mongołowie, Krzyżacy, Turcy, Szwedzi, Moskale, Sowieci) to tak jakoś wypada, że przy okazji broniąc siebie broniliśmy też najeźdźcom dostępu do Europy. Skoro więc jest taki geostrategiczny przymus, to może warto z tego zrobić naszą zasługę w oczach Europy.
      Alternatywą może być oczywiście zaniechanie obrony Polski, poddanie się najeźdźcom i niech walą na Zachód, a co tam, niech ich i nas przy okazji „szlag trafi”.
      Pisze więc Pan z wisielczym humorem: „A niech ją szlag trafi, tę całą Europę razem z jej kulturą.” Rzecz w tym że kultura polska i Polska należą do Europy, są europejskie, więc wraz z Europą szlag trafi Polskę. W tej sytuacji Pańskie nawoływanie, aby Europę „szlag” trafił przypominają pomysł niesfornego Jasia, który na złość mamie chciał odmrozić sobie uszy.
       
      Z nadzwyczajną lekkością dodaje Pan: „Niechby ci ruscy tam weszli i założyli im kołchozy, niechby to wszystko szlag trafił na 20 lat przynajmniej.” Obawiam, że gdyby tak się stało, to wcale nie „mielibyśmy łatwiej”. Skoro Sowieci trzymali nas za twarz prawie 50 lat panując nad połową Europy, to ile lat by wytrwali dysponując jeszcze potencjałem całych Niemiec? Gdyby Pan zrozumiał o czym pisałem to np. wiedziałby, że to nie „kawałek Niemiec dostał się w ręce aliantów”, ale spory „kawał”, gęsto zaludniony z silnym i rozwiniętym przemysłem w oparciu o co można było zbudować trzecią w świecie potęgę ekonomiczną RFN. To Stalinowi przypadł „kawałek” słabo uprzemysłowionych i marnie zaludniony wschodnich Niemiec, na czym mógł on stworzyć tylko rachityczną czerwoną odmianę Prus NRD.
       
      Do tego stosuje Pan jakiś dziwaczny relatywizm zastanawiając się, gdzie jest „normalnie”, po zachodniej stronie, czy może jednak pod komunizmem. Cóż jeszcze może to Pan sprawdzić praktycznie, wystarczy wyemigrować do Korei Północnej lub na Kubę.
       
      Jeszcze jeden cytat: „No więc wychodzi na to, że Powstańcy narazili się swoim heroizmem nie tylko Stalinowi, nie tylko Niemcom, ale także Amerykanom i Brytyjczykom. Wszystko ustalone, wszystko ugadane, a tu nagle wybucha jakieś Powstanie. A niech to szlag!” Skąd ten klientyzm – Powstańcy „narazili się”, a nie powinni? Nie rozumie Pan, że polityka to sfera sprzecznych interesów, rywalizacji i w tym polska polityka nie była, a co najmniej nie powinna być polityką amerykańską, brytyjską, sowiecką, tylko zawsze polityką polską! Biorąc pod uwagę jak mało Pan zrozumiał z tego co napisałem pojmuję dlaczego Pan pisze: „Nie rozumiem więc jak Romuald Szeremietiew może pisać o zwycięstwie Powstania i o tym, że uratowało ono Europę. Stalin ma agenta Roosvelta, który podporządkował sobie Churchilla i przed działalnością tych trzech panów, polscy Powstańcy mieli uratować Europę?” Widzę trudno Panu zrozumieć, że nawet agenci nie są wszechmocni, a uknute spiski czasem nie udają się.
       
      Odkrywa Pan „wiadomość kluczową” w tekście wybitnego publicysty, ale marnego polityka Stanisława Cat-Mackiewicza: oto w okupowanej Polsce nie było brytyjskiej misji wojskowej – Eureka! W takiej Albanii była, a w Polsce nie. W Polsce jej nie było, bowiem nie było takiej potrzeby. Stworzyliśmy sprawne Państwo Podziemne z doskonale działającym wywiadem i dobrze zorganizowanym wojskiem. Kontakt z Londynem był utrzymywany cały czas drogą radiową i kurierską i do tego... działalność w kraju należały do suwerennego zakresu władztwa rządu RP respektowanego przez Anglików. Ot i wszystko. A w Albanii misja była – proszę zgadnąć dlaczego?
       
      Czytam: „Dziwi się Romuald Szeremietiew, że Niemcy nie dogadali się z AK i nie oddali miasta Polakom, byłoby to korzystniejsze dla Europy i dla Niemiec, byłoby to korzystniejsze także dla Amerykanów. I to jest przyznam sposób rozumowania, który mnie doprowadza do wściekłości. Jak w ogóle można gadać takie rzeczy.”
      Radzę opanować wściekłość bowiem nigdzie nie napisałem, że Niemcy mieliby „dogadać się” w Warszawie z AK. Wprawdzie wbrew temu co Pan sądzi Niemcy próbowali „dogadywać się” z AK, np. na Wileńszczyźnie, ale w Warszawie nie mieli w tym żadnego interesu. Skoro Sowieci z powodu Powstania wstrzymali ofensywę, to w interesie Niemiec było, aby trwało ono jak najdłużej bowiem dawało czas na zorganizowanie frontu do obrony przed nieuchronną przecież ofensywą sowiecką -  mieli czas by obsadzić załogami Wał Pomorski i ściągnąć jakieś dywizje (przerzucili dziesięć) z frontu zachodniego.
      Polska decyzja o kapitulacji Powstania miała w znacznej mierze podłoże polityczne, a nie wojskowe. Walki można było jeszcze kontynuować (opinia gen. „Montera”), ale biorąc pod uwagę brak pomocy alianckiej, postawę Sowietów, wielkie zniszczenia oraz dotychczasowe straty, a istotną kwestią było oświadczenie niemieckie, że kapitulujący powstańcy zostaną potraktowani jak kombatanci sprawiły, że dowództwo Powstania zdecydowało się kapitulować. Niemcy w tym czasie odbudowali swój front na terenie Polski więc mogli kapitulację Warszawy przyjąć
       
      W tonie Pańskiej wypowiedzi uwidacznia się przemądrzałość i protekcjonalizm, np. „Poza tym związki niemiecko- amerykańskie są dużo głębsze i sięgają dalej w przeszłość niż to się komukolwiek łącznie z Romualdem Szeremietiewem wydaje.” Lub: "w ocenie polityków prawdziwych, do których Romuald Szeremietiew niestety się nie zalicza... .” Nie wiem na jakiej podstawie Pan uważa, że wie co mi się „wydaje” i być może nie jestem dziś, m.in. dzięki panu Komorowskiemu, „prawdziwym politykiem”, ale wiem, że w taki jak Pan sposób nie polemizuje się z kimś o innych poglądach.
      Nie czuł by się Pan dobrze, gdybym stwierdził, że nie zalicza się Pan „niestety” do prawdziwych pisarzy, a tworzy teksty „głupie i infantylne”.
       
      Usiłował Pan zreferować moje poglądy i nawet z nadzieją pytał: „Chyba dobrze wszystko zrozumiałem?’ Niestety, „chyba” to się Panu nie udało.
       
      PS. W związku z dyskusją uzupełniłem mój tekst o Powstaniu. Zdarzają się bowiem ludzie, którym trzeba „wykładać kawę na ławę”, aby pojęli o co chodzi. Zdaje się i Pan do nich należy: http://szeremietiew.blox.pl/2012/08/POJDZIEMY-W-BOJ-ZWYCIESTWO-WARSZAWY.html

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      romualdszeremietiew
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 sierpnia 2012 22:13
  • środa, 01 sierpnia 2012
  • poniedziałek, 30 lipca 2012
  • wtorek, 10 lipca 2012
    • 1.5 kilometra kiełbasy... i Circensens 2012

      W okresie upadku Rzymu, supermocarstwa czasów antycznych, szerzył się kosmopolityzm, doszło do całkowitego zepsucia obyczajów i demoralizacji elit.

      Potężny nie tak dawno Rzym rozpadał się, ale nikogo to z ludzi nim rządzących nie obchodziło. Pisał Feliks Koneczny („Cywilizacja bizantyńska”): „Całe państwo bawiło się dzień w dzień. Specjalni znawcy tego przedmiotu wyrażają się, że my nowożytni nie mamy pojęcia, jaką do igrzysk przywiązywano wagę  – a jakie one stanowiły obciążenie budżetu. Od urządzania igrzysk byli pretorowie, konsulowie i inne takie przebrzmiałe dostojeństwa, takie honores sine labore. Jeżeli dygnitarz jaki, po skończonym urzędowaniu opuszczał swoją prowincję nie urządziwszy igrzysk, urządzano je za niego, w jego nieobecności, pod jego firmą i na jego koszt. Opętanie igrzyskami nie mogła wstrzymać żadna katastrofa. ... Już za Marka Aurelego było w roku 135 dni igrzyskowych. Powiedziano, że była to klęska społeczna równa alkoholizmowi naszych czasów. Chrześcijanie nie żądali od państwa „panem” i usuwali się od „circenses” dla wielu powodów. Najcięższym zarzutem przeciw chrześcijaństwu było to, że znieśliby igrzyska, gdyby doszli do władzy.”

      Słowa wielkiego polskiego uczonego, zapisane jeszcze przed 1939 rokiem, wydają się dziwnie znajome dziś, gdy spoglądamy na współczesne „igrzyska” urządzane w czasach rozpadu dzieła de Gasperiego, Schumana, Adenauera, którzy chcieli zbudować europejską jedność na fundamencie chrześcijaństwa. Następcy tych trzech katolików „świętych w garniturach” zadbali, aby w zjednoczonej Europie było jak najmniej wartości chrześcijańskich. Unia na naszych oczach staje się współczesną wieża Babel. Tak jak w upadającym Rzymie mamy też zanikającą troskę o dobro wspólne i nieustające igrzyska. Zmienili się wprawdzie zawodnicy i rodzaje zawodów wywołujących entuzjazm plebsu, a i cezarów zastąpili bonzowie „sportu”, ale istota ogłupiających igrzysk pozostała.

      Zawodnicy trochę inni, nie zmienia się publiczność.

      Zawodnicy opłacani niebotycznymi kwotami cieszą się niebywałą popularnością, a ich menadżerowie, niczym dawni władcy rzymscy, pławią się w bogactwie i stojąc ponad prawem.
      Tylko miejsce cezara zajęli bonzowie UEFA
       
      Jest jednak zmiana istotna, zmiana na gorsze. Igrzyska w starożytnym Rzymie urządzano na koszt dygnitarzy. Rzymskie Colosseum było darem cesarza dla ludu, który chciał chleba i igrzysk, panem et circenses. Stadion Narodowy w Warszawie nie został zbudowany z majątku Hanny Gronkiewicz-Waltz, tylko z naszych podatków. W biednych dzielnicach Rzymu, w ówczesnych „strefach kibica”, wystawiano nakryte stoły, z chlebem, z oliwą i mięsem, do których mógł podejść każdy. Obecnie lud chcąc uczestniczyć w zabawie sam musi zapłacić, każdy indywidualnie, gdy zapragnie, po obmacaniu przez ochroniarzy, wrzeszczeć w wielotysięcznym tłumie oglądając dzięki wielkim telewizorom zawody na arenie współczesnego Colosseum.   
       
      Tu "kibicował" Neron ...
       
      a tu Komorowski.
       
      Euro 2012 mamy za sobą. Polscy piłkarze (Reprezentacja Polski to nasze wspólne dobro”)  nie odnieśli żadnego sportowego sukcesu, z przegraną i dwoma remisami zajęli ostatnie miejsce w swojej grupie, podobno „grupie marzeń”. Nie było w tym nic dziwnego skoro w Polsce nie ma liczących się klubów piłkarskich, a zawodnicy kadry narodowej, to w większości piłkarscy najemnicy, na co dzień grający poza Polską i często nie potrafiący poprawnie wypowiedzieć kilku słów w polskim języku. Reprezentant narodowy dukający z trudem „ja lubić Polska” i wzbudzający tym zachwyt ogłupiałych  mediów był żałosnym dowodem potwierdzającym krytyczne opinie Jana Tomaszewskiego o stanie polskiej piłki nożnej.
       
      Jedyny polski "sportowy sukces" Euro to, zdaje się ten dom koszmarek trenera Smudy.
       
      Mimo  tego otrąbiono sukces bowiem po nieudanej bijatyce z chłopcami PutinaPolska okazała się jednak krajem gościnnym i przyjaznym dla odwiedzających ją obcokrajowców. Tymczasem w tle medialnego bełkotu cichutko brzmią trzeźwe głosy przypominające jakim wielkim obciążeniem dla zadłużonego państwa polskiego są poniesione na Euro wydatki. Ktoś skrupulatnie wyliczył, że za koszt dwu krzesełek stadionowych na Euro 2012 można by wybudować jedno mieszkanie. Na czterech stadionach zbudowanych na Euro mamy około 190 tys. miejsc – ile polskich rodzin np. z Kazachstanu mogłoby wrócić do Ojczyzny i zamieszkać we własnym mieszkaniu?
      Zbudowany za pieniądze podatników Stadion Narodowy w Warszawie należy do najdroższych w świecie. W grupie dziesięciu najdroższych stadionów europejskich zajmuje 3 miejsce (377 mln euro; jedno miejsce siedzące kosztowało 6615 euro.) W Europie droższe są tylko dwa stadiony londyńskie jednak w tamtym przypadku koszt budowy stadionów obejmował też zakup bardzo drogich działek, gdy w przypadku Warszawy prezydent miasta oddała hojną ręką tereny pod budowę stadionu za darmo. Może więc mieć rację jeden ze znanych architektów twierdzący, że warszawski stadion jest najdroższy w Europie, a być może także i na świecie. Na pozycji nr 9 w tym rankingu "najdroższych" znajduje się stadion w Monachium, na którym gra znany klub Bayern. Stadion został zbudowany za 340 mln euro (jedno miejsce siedzące - 4864 euro) przy czym 90 mln euro kosztów budowy pochodziło z firmy Alianz. A i tam okazało się, że przy budowie doszło do nadużyć i prezes firmy budującej stadion trafił do więzienia. Na szczęście nic takiego nie zdarzyło się w Polsce. Zbudowano prawda drogo, ale uczciwie? Wszak uczciwość i rzetelność PZPN jest powszechnie znana - wężykiem Kaziu, wężykiem!
      W każdym razie mamy „sukces” – zbudowaliśmy wielkie stadiony piłkarskie w kraju, który nie ma ani jednego liczącego się w Europie klubu futbolowego. Znany ekonomista Cezary Mech napisał, że to tak, jakby ktoś postawił centrum lotów kosmicznych nie posiadając rakiet, które mogłyby ze zbudowanego kosmodromu wystartować.
       
      Jakie ruiny zostana po Euro?
       
      EURO 2012 nie istnieje. Jest tylko podtrzymywanym w mediach propagandowym obrazem, migawką bez istotnego znaczenia. Pozostały długi i wybudowano za miliardy pieniędzy podatników wielkie stadiony na których Polacy nie doświadcza zapewne nigdy wielkiego piłkarskiego widowiska. Ale „opętanie igrzyskami” trwa. Ryszard Grobelny prezydent stojącego na skraju bankructwa Poznania deklaruje: „Polskę stać na igrzyska olimpijskie. Zapewne zorganizowałaby je Warszawa. Ale Poznań też by skorzystał. Mogłyby się u nas odbywać mecze grupowe w grach zespołowych, a także zawody regatowe na Malcie. Powinniśmy też starać się o piłkarskie mistrzostwa świata.”
       
      Stadion w Doniecku zbudowano za 294 mln euro za pieniądze jednego z ukraińskich oligarchów. Jego majątek oceniany jest na 31 mld dolarów więc było go stać na taki kaprys. Najbogatszy polski oligarcha ma nieco ponad 2 mld dolarów i stać go było tylko na wpłacenie 20 mln złotych na budowę Muzeum Żydów Polskich.
      Nie mamy więc szans, aby kolejne igrzyska w Polsce były urządzane za inne pieniądze niż te, pochodzące z chudych portfeli Polaków. Można się cieszyć jeśli mimo to stać nas będzie na kupno jakiegoś kolejnego „zestawu kibica”. PAP donosił: „Gdańska Strefa Kibica w dniu meczu Hiszpanii z Włochami pobiła wszelkie rekordy. Wypito w niej blisko 14 tys. litrów piwa, zjedzono 1,5 km kiełbasy”.
       
      A mój biskup piłkę kopie, wczoraj bramki strzelił dwie...
       
      Zastanawiam się tylko dlaczego też dawni chrześcijanie nie akceptowali igrzysk.
       
      Zapraszam na: http://www.facebook.com/szeremietiew

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „1.5 kilometra kiełbasy... i Circensens 2012”
      Tagi:
      Autor(ka):
      romualdszeremietiew
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 lipca 2012 08:01

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny